gototopgototop
banerplaza

Ośrodek Rozwoju Osobistego

Tydzień Małżeństwa

Człowiek nie może siebie sam do końca zrozumieć bez Chrystusa. Nie może zrozumieć, ani kim jest, ani jaka jest jego prawdziwa godność, ani jakie jest jego powołanie i ostatecznie przeznaczenie.

Jan Paweł II

Start Artykuły Psychologia Kobiecość w psychoterapii

Kobiecość w psychoterapii

Podczas mojego wykładu chciałabym się zająć pojęciem kobiecości
widzianym z perspektywy psychoterapii psychoanalitycznej. Kobiecości jako problemu widocznego u pacjentek zgłaszających się na konsultacje czy psychoterapię, kobiecości, do której można dojrzeć podczas psychoterapii   zmagając się m.in. z odejściem od własnej matki.

Chciałabym poruszyć też problem macierzyństwa przede wszystkim jako spełnienia się kobiecości, ale też, co wydaje się być trudnym do przyjęcia, macierzyńtwa  odtwarzającego traumy w kolejnych pokoleniach. Macierzyństwo daje możliwość sprawowania pełnej kontroli nad sytuacją w kontakcie z dzieckiem, może więc stwarzać możliwość nadużywania dzieci przez kobiety, które same doznały zranień i traum. W tym kontekście patologicznie realizowane macierzyństwo wpływa  też na sposób realizowania w przyszłości przez chłopca własnej męskości.

Chciałabym też w kilku słowach wspomnieć na koniec o kobiecości psychoterapeuty w praktyce zawodowej, zastanowić się nad wpływem prowadzenia terapii mężczyzny przez  terapeutkę-kobietę na przebieg leczenia.

Twórca i klasyk psychoanalizy Zygmunt Freud zastanawiał się, w jaki sposób mała dziewczynka przemienia się w seksualną kobietę. Uważał, że dziecko po raz pierwszy może myśleć o sobie jako o chłopcu czy dziewczynce
w wieku trzech lub czterech lat, kiedy spostrzega, że jego genitalia różnią się od genitaliów innych. To wtedy właśnie pojawia się w dziewczynce świadomość braku, słynna freudowska zawiść o penis, która powoduje zwrócenie się dziewczynki
w stronę ojca z nadzieją w fantazji, że uzyska od niego to, czego jej brakuje,
a mianowicie dziecko, będące reprezentacją brakującego penisa. Wcześniej wg  Freuda dziewczynka funkcjonuje jak mały mężczyzna.

Tezy te spotkały się z dużą krytyką innych psychoanalityków, z Ernstem Jonesem na czele, którzy uważali, że człowiek rodzi się kobietą, a nie staje się nią.
Ci analitycy uważali, że istnieje coś takiego jak pierwotna kobiecość, a małe dziewczynki od początku sa świadome istnienia pochwy, mają więc wrodzony popęd heteroseksualny. Słynna analityczka dziecięca Melanie Klein dowodziła, że brak wczesnej świadomości pochwy to wynik obronnego zaprzeczenia dziewczynki wynikającego z głębokich lęków odnoszących się do wnętrza ciała.
Obecne badania potwierdzają istnienie bardzo wczesnej tożsamości płciowej, rozwijającej się około osiemnastego miesiąca życia, a dodatkowo dowodzą, że zależy ona przede wszystkim od wpływu wywieranego świadomie lub nieświadomie przez matkę we wczesnej relacji z dzieckiem.
Robert Stoller badał dzieci, których płeć biologiczna została błędnie zdiagnozowana w momencie urodzenia. Dzieci te miały poczucie płci zgodnie z tym, co zostało im przypisane, a  niezgodnie z biologią. Ważna jest więc w rozwoju tożsamości kobiecej postawa rodziców, głównie matek, wobec płci.

Freud jako mężczyzna kładł nacisk na brak i kastrację, Melanie Klein zaś podkreślała pozytywne aspekty kobiecości, opisując pierwotną rolę matki, jej piersi
i łona, a także fantazje dziewczynki o penisie znajdującym się wewnątrz matki. Freud patrzył na lęki dziewczynki jako pozostające w relacji do ojca, Klein zaś uważała, że relacje dziewczynki z matką mogą być przeszkodą w rozwoju jej kobiecości. I właśnie nad tą problematyką chciałabym się na chwilę zatrzymać, nad relacją matka-córka.

Helena Deutsch uważała, że całe życie kobiety jest nieustannym wysiłkiem odchodzenia od matki, a od sukcesu tych prób zależy równowaga psychologiczna kobiety. Rozwój kobiety polega na przechodzeniu przez pragnienie bycia jednym z matką, swoistą fuzję z nią, następnie droga prowadzi przez odrzucenie matki, by pomyślnie skończyć się na identyfikacji z nią. Identyfikacja pozwala kobiecie łączyć sprzeczne pragnienia unii z matką i chęci odróżnienia się od niej. Właściwie przez całe życie kobiety w jakimś stopniu przeplatają się ze sobą różne stany: od poczucia bycia jednym z matką do odróżnienia się od niej, buntu i wreszcie do zidentyfikowania się z matką w jej troskliwości, zdolności do przyjmowania, czekania i odkrywania głębi.

Ważnym aspektem kobiecości jest zdolność do wzajemności, która ma podstawy w relacji matki i córki. Na obecność wzajemności w relacji matki i córki jako pierwsza zwracała uwagę Enid Balint. To właśnie możliwość tworzenia dwustronnej relacji z matką zdaje się być podstawowym wyposażeniem tożsamości kobiecej i zdolności kobiety do tworzenia satysfakcjonującego związku
z mężczyzną. Z mojego doświadczenia pacjentki, które przychodzą na terapię
z problemem w związku, bądź z problemem braku związku, są często bardzo zaabsorbowane tak naprawdę kobietami, którym np. w różnej formie pomagają, unikając matczynej opieki, której tak naprawdę bardzo potrzebują. To kobiety, któte nie mogły usatysfakcjonować swoich depresyjnych, zajętych sobą karmiących matek. Ciągle są od  nich zależne z powodu skrywania uczuć beznadziejności, rozpaczy
i wrogości dotyczących tego, że nie mogą dać matce miłości i troski, która ją ożywi
i uszczęśliwi. Takie kobiety mogą mieć pozorne, zewnętrzne związki z mężczyznami, mogą mieć poczucie, że "tyle mężowi dają",  ale w rzeczywistości mają duże problemy w satysfakcjonowaniu swoich mężów. Jeśli natomiast dziewczynka doświadczyła matki jako receptywnej, zdolnej pomieścić jej uczucia
i projekcje, jeśli doświadczyła wzajemności w relacji ze swoją matką, jeśli ma doświadczenie dawania szczęścia matce, będzie bardziej zdolna do stworzenia  satysfakconującego związku z mężczyzną, opartego na przywiązaniu. Chęć uszczęśliwiania matki wg Enid Balint wynika bowiem z wzajemnej potrzeby troszczenia się o siebie i jest wynikiem przejęcia przez dziewczynkę tej samej troskliwej postawy wobec matki jaką matka przybiera wobec córki. Ta wzajemność jest matrycą dla późniejszej relacji kobiety z mężczyzną.

Ważnym aspektem w dwustronnej relacji matki i córki jest  podwójna   uraza, którą dziewczynka musi przezwyciężyć w relacji do matki. Melanie Klein pisała m.in.
o frustracji związanej z karmieniem, a potem o fantazjach i zainteresowaniach dziewczynki dotyczących ojca, fantazjach, w których dziewczynka zajmuje miejsce matki, zdobywa ojca i zostaje jego żoną. Urazy te prowadzą  do nienawiści i ataków w fantazji na ciało matki z zawartością (penis i dzieci). Dziecko czuje się frustrowane przez pierś i w fantazjach atakuje ją, chce kąsać i rozrywać na kawałki matkęi jej piersi oraz niszczyć ją na inne sposoby. Niemowlę naprawdę ma wrażenie, że zniszczyło obiekt swoich niszczycielskich impulsów. Znajduje przeciwwagę dla tych lęków we wszechmocnych fantazjach i charakrerze naprawczym. Jeśli dziecko w swoich fantazjach uszkodziło matkę, kąsając ją i rozrywając na kawałki, wkrótce tworzy fantazje, w których lączy ze sobą te kawałki i naprawia matkę. Konsekwencją  ataków jest lęk prześladowczy, czyli spodziewanie się odwetu matki za uszkodzenia dokonane w jej ciele, ale też rozpoznanie swojej destrukcyjności. Wyjściem z sytuacji lękowej jest właśnie reparacja wnętrza matki, zniszczonego w fantazji.
Wg Klein problem z akceptacją kobiecości wypływa nie tyle ze skłonności męskich, co z lęku przed matką. Jeśli dziewczynka nadmiernie boi się matki, nie będzie w stanie przywiązać się do ojca. Stawanie się kobietą wiąże się ze zdolnością do reparacji krzywd zadanych wewnętrznej matce. Jeżeli to nie nastąpi, dziewczynka nie będzie mogła zrezygnować z relacji z matką, a relacji z mężczyzną będzie odtwarzała aspekty relacji z matką. Kobiecość nie zasadza się więc na wrogości do matki, tylko na zdolności do reparacji, na ponoszeniu wyrzeczeń i pomaganiu, leczeniu matki, a potem innych osób.

Wynikiem rozwijającej się identyfikacji z matką jest tworzenie mentalnej reprezentacji własnej seksualności. Powstawanie ego a więc i tożsamości seksualnej, opiera się najpierw na doświadczeniu cielesnego ego (Freud).
Doris Bernstein właśnie w budowie ciała dziewczynki widziała powód silnej
i dlugotrwałej zależności dziewczynki od matki. Dziewczynka wyobraża sobie, że posiada wewnętrzny otwór, przestrzeń (a niejako "wie" to w identyfikacji z matką od początku odarzoną waginą i łonem), który wywołuje w niej lęki związane z wniknięciem i uszkodzeniem jej ciała. Dziewczynka potrzebuje pomocy matki w opanowywaniu tych lęków. Inaczej niż Melanie Klein Bernstein widzi źródło lęku przed matką w trudności dziewczynki w regulowaniu granic swojego ciała, regulowaniu dostępności i niedostępności. Dziewczynka chce się zidentyfikować z matką, ale w tym samym momencie się tego boi, bo identyfikacja grozi symbiozą, zlaniem się z matką. Identyfikacja z ojcem zabezpiecza przed ponownym zlanie się z matką, stąd rola ojca staje się w tym momencie nieodzowna w procesie formowania się kobiecości. Dopiero po opanowaniu i zintegrowaniu lęków genitalnych, lęków związanych z ciałem, dziewczynka może wejść w fazę edypalną i dalej stać się zdolną do związku z mężczyzną. Potrzebuje ona matki do zintegrowania obrazu własnej seksualności, ponieważ sama budowa ciała, niezogniskowane otwarcie oraz rozproszenie pobudzeń powodują trudność w stworzeniu mentalnej reprezentacji własnego ciała jako posiadającego wyraźne granice. Dziewczynka ma fantazje o braku wpływu na wpuszczanie do własnego wnętrza.

Dziewczynka musi zaufać matce, że jej seksualność istnieje wewnątrz, stąd sednem rozwoju dziewczynki jest czekanie. Zmniejszenie lęków przed wniknięciem, lepsze opanowanie własnego ciała pomaga porzucić zależność od matki.

Kobieta dostaje drugą niejako szansę na ponowną, lepszą integrację swojej dziecięcej i kobiecej tożsamości, kiedy sama zostaje matką. Uważa się, że stan ciąży odtwarza sytuację rozwojową między dziewczynką a matką. Kobieta w ciąży musi poruszać się między stanem zlania a odrębności  jak we wczesnej fazie edypalnej i w okresie dojrzewania. Doświadczenie dziecka wewnątrz ciała sprawia, że kobieta nie jest w stanie odróżnić własnego ciała od ciała dziecka jak dawniej siebie od matki. Jednocześnie stan ciąży ożywia lęki związane z wyobrażoną karą ze strony matki. Tworzenie życia, urodzenie dziecka może być doświadczane jak "bycie bogiem", uzurpacja miejsca matki, tryumf nad nią, za co w wyobrażeniu czeka kara. Poród i urodzenie zdrowego dziecka może stanowić potwierdzenie dla kobiety, że jej ciało jest dobre, twórcze, wypełnione dobrymi i twórczymi możliwościami. To może umacniać poczucie kobiecości, akceptację swojego ciała i seksualności. Poród pozwala też zintegrować wcześniejsze, wrogie uczucia wobec wnętrza matki może więc być formą reparacji relacji kobiety do jej matki i dowodem przywiązania i identyfikacji z matką.

Macierzyństwo może też zawierać w sobie mniej pozytywne aspekty. Spróbuję krótko nakreślić choć niektóre z nich. Młode kobiety, nie potrafią sobie poradzić z gwałtownymi zmianami zachodzącymi wewnątrz i na zewnątrz ich ciał, potrzebują jak już powiedzieliśmy wsparcia matek w uznaniu poczucia kobiecości. Jeśli matka sama ogarnięta jest lękiem przes utratą patrząc na młode ciało dorastającej córki, obdarzanej komplementami przez chłopców, a sama ma świadomość starzenia się własnego ciała zbliżającego się do menopauzy, może to w nie budzić silną rywalizację, co utrudnia jej dawanie wsparcia córce. Jeśli dodatkowo dziewczynka, która musi przejść od przywiązania do matki do przywiązania do ojca, zostanie przez tego ojca odrzucona, może szukać odwetu w marzeniach o ciąży,
a czasem te marzenia konkretyzować, nie mogąc zobaczyć symboliki tych fantazji.

Każdemu "seksualnemu" spotkaniu towarzyszy nadzieja i rozczarowanie, nadzieja, po której przychodzi rozczarowanie, bo nie udaje się dziewczynie odtworzyć symbolicznej fuzji z matką, której tak naprawdę nieświadomie szukała
w kontakcie z chłopakiem. Dziewczyna nie zdaje sobie sprawy z tego, że szuka czułości i troski, a  nie seksu. Stąd swoboda seksualna i wczesne macierzyństwo mogą być sposobami na poradzenie sobie z frustracją w kontakcie z własną matką, ale też ojcem. Swoboda seksualna to przede wszystkim kompulsyjna, iluzyjna próba stworzenia relacji z obiektem z góry skazanej na niepowodzenie, ponieważ młoda kobieta próbuje uciec od frustrującego doświadczenia kontaktu z matką, która -
w odczuciu tej kobiety- nie potrafiła jej zapewnić właściwej opieki. Teraz kompulsywnie szuka w mężczyznach tego, czego zabrakło jej w kontakcie z matką
i niechybnie skazuje się na rozczarowanie, bo żaden mężczyzna nie uzupełni braków w opiece matczynej czy ojcowskiej. Kontakty z mężczyznami nie tylko są w takich przypadkach skazane na niepowodzenie, ale też stanowią źródło dodatkowych frustracji. Jeśli spotkanie zakończy się ciążą, dziewczyna może zyskać pewność, że należy do świata kobiet. Ciąża może sama w sobie stać się osiągnięciem, co może prowadzić do aborcji, kiedy to osiągnięcie zostaje zrealizowane. Z kolei oddanie dziecka do adopcji, na którą decydują się młode kobiety, może wiązać się z brakiem wiary w możliwość zaopiekowania się nową istotą. Czasem ciąża wzmacnia tryumf nad matką, poczucie zemsty, odwetu na matce.

Odmienna fantazja, swoją drogą dość typowa dla wielu kobiet, ma związek z obawą, że urodzą zniekształcone lub upośledzone dziecko. Stopień nasilenia tej fantazji ma związek z postrzeganiem przez kobietę zdolności jej ciała do wyprodukowania rzeczy wspaniałych i okropnych, obszar narodzin staje się niejako testem, który ma dowieść, czy kobieta jest twórcza czy destrukcyjna, albo jak byśmy powiedzieli w świetle posiadanej już przez nas wiedzy, czy udało jej się pozytywnie przeprowadzić proces reparacji wnętrza własnej matki, czy też wnętrze matki, też siebie jako matki, jest zdewastowane, chore, produkujące chore dzieci. Urodzenie chorego dziecka może też potwierdzać w kobiecie paranoidalną fantazję o byciu ukaraną za niszczenie wnętrza własnej matki wraz zawartością (dzieci).

Proces stawania się matką jest więc procesem co najmniej trzypokoleniowym - kobieta staje się matką, a jednocześnie jakby matką swojej matki. Jeśli ciąża i urodzenie dziecka nie uruchomi w niej dostatecznego potencjału naprawczego, trauma przechodzi w następne pokolenie. Ciąża niesie jednak za sobą ogromną szansę naprawienia relacji z własną matką i powstrzymania często wielopokoleniowej traumy.
Joanna Cherek-Kowalewska
psycholog, psychoterapeuta SPCh