gototopgototop
banerplaza

Ośrodek Rozwoju Osobistego

Tydzień Małżeństwa

Człowiek nie może siebie sam do końca zrozumieć bez Chrystusa. Nie może zrozumieć, ani kim jest, ani jaka jest jego prawdziwa godność, ani jakie jest jego powołanie i ostatecznie przeznaczenie.

Jan Paweł II

Start Artykuły Duchowość "Spe salvi facti sumus"

"Spe salvi facti sumus"

wprowadzenie do encykliki o nadziei.

Motto: „Pamiętajcie, że niegdyś byliście poza Chrystusem, nie mający nadziei ani Boga na tym świecie. Ale teraz w Chrystusie staliście się bliscy przez krew Chrystusa” /Ef 2, 11-13/ .

 

1. Dwa rodzaje „substancji”: hypostasis oraz hyparchonta jako dwa rodzaje nadziei.

            „Substancja” oznacza jakiś rodzaj fundamentu na którym mogę budować; jakiś rodzaj pewności, że osiągnę to czego pragnę i do czego dążę; jest to zatem jakiś rodzaj gwarancji, zabezpieczenia. Pojęcie hypostasis związane jest z łaską wiary i odsyła nas do Boga /Hbr 11,1/: „Wiara zaś jest hypostasis tych dóbr, których się spodziewamy, dowodem tych rzeczywistości, których nie widzimy”. Natomiast pojęcie hyparchonta to dobra ziemskie, które w ziemskim życiu stanowią utrzymanie czyli „substancje” na którą mogę liczyć. Teraz możemy już zacytować samą Encyklikę: „Ta «substancja», normalne zabezpieczenie życia, została odebrana chrześcijanom podczas prześladowań. Znieśli to ponieważ uważali tę materialną «substancję» za mało znaczącą. Mogli ją porzucić, gdyż znaleźli lepszą «podstawę» istnienia – bazę, która pozostaje i której nikt nie może odebrać.

Nie można nie dostrzec związku, jaki zachodzi pomiędzy tymi dwoma rodzajami «substancji», pomiędzy środkami utrzymania materialnymi a uznaniem wiary za «substancję» trwałą. Wiara nadaje życiu nową podstawę, nowy fundament, na którym może człowiek się oprzeć, a przez to zwyczajny fundament, czyli ufność pokładana w dobrach materialnych, relatywizuje się” /nr 8/.

 

2. Błędna koncepcja zbawienia czyli nadziei: od wiary w Chrystusa do wiary w postęp.

            Papież wskazuje na niebezpieczne zjawisko czasów nowożytnych, które polega na tym, ze od nadziei opartej na wierze w Boga człowiek niebezpiecznie przechylił się do nadziei opartej na postępie. Jest to tym bardziej niebezpieczne, że łączy się z odpowiedzią na pytanie: kto mnie zbawi? Encyklika pisze: „Dotąd odzyskania tego, co człowiek utracił wraz z wygnaniem z raju ziemskiego oczekiwano od wiary w Jezusa Chrystusa i w niej upatrywano «odkupienia». Teraz tego «odkupienia», odzyskania utraconego «raju», nie oczekuje się już od wiary, ale od świeżo odnalezionego związku pomiędzy nauką i praktyką. Nie przeczy się tu zwyczajnie wierze; jest ona raczej przesunięta na inny poziom – poziom jedynie prywatny. Ta wizja wpływa również na aktualny kryzys wiary, który konkretnie rzecz biorąc jest kryzysem chrześcijańskiej nadziei. Toteż i nadzieja u Bacona otrzymuje nową formę. Teraz nazywa się wiarą w postęp /17/.

            Ojciec Święty zwraca uwagę, że ludzkość nadal ściga „demon postępu” i jeśli traktuje się go jako coś co może zastąpić wiarę w Boga, to nadzieja człowieka stanie się nieprawdziwa i poprowadzi go do pustki i samozniszczenia. Przestrzega nas: „postęp, jeśli się mu przyjrzeć z bliska, jest postępem od procy do megabomby. Wszyscy staliśmy się świadkami jak postęp w niewłaściwych rękach może stać się straszliwym postępem na drodze zła. Jeśli wraz z postępem technicznym nie dokonuje się postęp w formacji etycznej człowieka, we wzrastaniu człowieka wewnętrznego, wówczas nie jest on postępem, ale zagrożeniem dla człowieka i dla świata” /22/.

            Papież powołuje się na św. Augustyna, podając go jako przykład człowieka, który uznał Chrystusa jako zbawiciela i związał z Nim swoje życie i śmierć. Encyklika cytuje słowa świętego: „Chrystus przyczynia się za nami. Inaczej pozostałaby mi tylko rozpacz. Rozliczne bowiem i ciężkie są te moje choroby. Rozliczne są i ciężkie. Lecz nad nimi mają przewagę Twoje lekarstwa” /29/.

 

3. Nadzieja: proces „poszerzania serca” do rozmiarów umożliwiających przyjęcie Boga.

            Cytowany dalej św. Augustyn wyjaśnia nam istotę nadziei chrześcijańskiej kiedy omawia modlitwę jako „ćwiczenie pragnienia”. Pisze bowiem: „człowiek został stworzony dla samego Boga, aby był przez Niego wypełniony. Jednak jego serce jest zbyt ciasne dla tej rzeczywistości, która jest mu przeznaczona. Musi się rozszerzyć. Odkładając na później swój dar, Bóg rozszerza nasze pragnienie; poprzez pragnienie rozszerza ducha i powiększając go, sprawia, że może przyjąć Jego samego” /33/. Jeśli rzeczywiście sensem nadziei jest to „poszerzanie serca”, to słowa św. Augustyna mają dla nas wielką wartość. Rozumiemy bowiem, że nadzieja ma nie tylko wymiar bierny: oczekiwanie na spełnienie się zapowiedzianych obietnic, ale nadzieja ma także swój wymiar aktywny: poszerzanie serca do takich rozmiarów, aż będzie zdolne pomieścić w sobie Boga. Ta perspektywa odpowiada na pytanie dlaczego warto być cierpliwym i dochowywać wierności Bogu, nawet jeśli moment udzielenia nam Jego daru ciągle się opóźnia z powodu naszego nieprzygotowania. Warto czekać, bo kiedy wreszcie poszerzy się nasze serce, Bóg przyjdzie i wypełni nas całkowicie. Dodajmy do tego jeszcze kilka słów św. Augustyna: „Załóż, że Bóg chce cię napełnić miodem. Jeśli jednak ty jesteś pełen octu, gdzie zmieścisz miód? Naczynie, to znaczy serce, musi być najpierw rozszerzone, a potem oczyszczone z octu i jego zapachu. To wymaga pracy, jest opłacone cierpieniami, ale jedynie w ten sposób przysposabiamy się do tego, do czego jesteśmy przeznaczeni” /33/.

 

4. Sens życia konsekrowanego: przygotować ziemię pod „nowy raj”.

            Encyklika wskazuje zatem na aktywny wymiar nadziei czyli na potrzebę pracy nad „poszerzaniem serca”. Szczególną rolę w tym zadaniu Papież wiąże z życiem konsekrowanym. W pewnym miejscu Papież pisze wprawdzie o klasztorach, ale wydaje się że dotyczy to każdej osoby konsekrowanej a patrząc szerzej każdej osoby ochrzczonej: „Bernard mówi wyraźnie, że nawet klasztor nie może na nowo ustanowić raju, ale też utrzymuje, że klasztor, niejako miejsce, gdzie orze się ziemię i kształtuje ducha, ma przygotowywać nowy raj. Obszar dzikiego lasu staje się żyznym gruntem, gdy zostają powalone drzewa pychy, gdy wykorzenia się to, co dzikie w duszy, i w ten sposób przygotowuje się teren, na którym może wyrosnąć chleb dla ciała i dla duszy. Czyż patrząc na współczesne dzieje nie przychodzi nam stwierdzić, że nie uda się stworzyć pozytywnego porządku świata tam, gdzie dziczeją dusze?” /15/. Zapamiętajmy zatem dobrze rolę jaką wyznacza się chrześcijańskiej nadziei: wykorzeniać pychę i karczować „zdziczenie duszy”.

 


ks. Jacek Nawrot   
Gdańsk-Oliwa; 05.01.08’