gototopgototop
banerplaza

Ośrodek Rozwoju Osobistego

Punkt Konsultacyjny Rumia

Tydzień Małżeństwa

Człowiek nie może siebie sam do końca zrozumieć bez Chrystusa. Nie może zrozumieć, ani kim jest, ani jaka jest jego prawdziwa godność, ani jakie jest jego powołanie i ostatecznie przeznaczenie.

Jan Paweł II

Start Artykuły Duchowość OSOBOWOŚCIOWOTWÓRCZA FUNKCJA EUCHARYSTII NA PRZYKŁADZIE ŻYCIA I DZIAŁALNOŚCI O. WALTERA CISZKA SJ

OSOBOWOŚCIOWOTWÓRCZA FUNKCJA EUCHARYSTII NA PRZYKŁADZIE ŻYCIA I DZIAŁALNOŚCI O. WALTERA CISZKA SJ

OSOBOWOŚCIOWOTWÓRCZA FUNKCJA EUCHARYSTII NA PRZYKŁADZIE ŻYCIA I DZIAŁALNOŚCI O. WALTERA CISZKA SJ

Problem podjęty w temacie jest życiowo ważny, a jednocześnie złożony. Przede wszystkim należy w psychologicznym podejściu do tajemnicy Eucharystii unikać redukcjonizmu. To zagrożenie jest realne i występuje, wydaje się, dość często, zwłaszcza w podejściu do zagadnień stricte religijnych.. Tym przypuszczalnie można tłumaczyć pewną niechęć czy nawet być może nieufność osób świętych1 względem psychologii. Przykładowo Roman Ingarden pisze, że Edyta Stein (św. Teresa Benedykta od Krzyża) odrzuciła propozycje zajmowania się psychologią złożone jej przez Wiliama Sterna i potem przez Honigswalda, stwierdzając, „że jest to nauka bez metody i bez podstaw” (cyt. za: Ingarden, 1994, s. 299). Natomiast o. Walter Ciszek wskazuje, że psychologia może być wykorzystywana przez ludzi dla uzasadnienia egoizmu i selfizmu i odrzucenia pokory. Dzieje się tak zwłaszcza podczas jakiegoś kryzysu. Wtedy ofiara „praca i oddanie zdają się być bezsensowne; miłość, cierpliwość i miłosierdzie stają się tylko pustymi słowami. zaczynają teraz kwestionować nawet sens i ważność swej pierwotnej decyzji, szukać wolności czy jakiegoś wyjścia z sytuacji. Może usprawiedliwiają to danymi zaczerpniętymi z nauki czy psychologii albo argumentami o zmienności czasów w zmiennym świecie” (Ciszek, Flaherty, 1990a, s. 193).

Uwzględniając zatem te krytyczne, i jak najbardziej uzasadnione, zastrzeżenia świętych osób względem psychologii, należy problem wskazany w tytule umieścić we właściwym kontekście teologicznym i psychologicznym. Konieczne zatem jest wskazanie na pewne elementy teologii Eucharystii, wskazane w nauczaniu Jana Pawła II i Benedykta XVI. Natomiast w podejściu do osobowości wykorzystamy osiągnięcia psychologii ujmującej ją jako rzeczywistość relacyjną, realizującą się2 w interakcjach z otoczeniem, zwłaszcza społecznym. W takim, relacyjnym, ujęciu osobowość jest widziana jako, używając słów Jana Pawła II, pewien dar (np. miłości rodziców, dobroci ludzi) i zadanie. Osobowość tworzy siebie, realizuje się poprzez relacje i jest powołana do tworzenia tych relacji. A zatem osobowość tworzy siebie wchodząc we właściwe (wartości, poczucie sensu życia) relacje, wychodząc poza siebie, ofiarowując się. Dla ukazania dynamiki tworzenia się osobowości wykorzystamy koncepcję Erika H. Eriksona, zwłaszcza wskazane przez niego, właściwe dla każdego okresu rozwojowego, cnoty, czyli sposoby realizacji siebie i obecności człowieka w świecie. Wskażemy jak dar Eucharystii uzasadnia te cnoty, czyni je rzeczywistymi, godnymi człowieka i pozwala na przekroczenie granic śmierci.

W artykule kolejno zostaną więc przedstawione teologiczne elementy prawdy o Eucharystii, następnie biografia o. Waltera Ciszka oraz realizacja osobowości poprzez relację do Eucharystii w życiu o. Waltera Ciszka.




1. Tajemnica Eucharystii w nauczaniu Kościoła




W tym punkcie ukazane zostaną najważniejsze prawdy o tajemnicy Eucharystii, wskazane i przypomniane przez Jana Pawła II i Benedykta XVI. Obydwaj Papieże przypominają i ukazują na nowo, że Eucharystia jest Najświętszą Ofiarą Chrystusa, Jej uobecnieniem, jest Komunią świętą, jest współofiarowaniem się człowieka, który w Niej uczestniczy, jest źródłem Kościoła (wspólnoty) oraz urzeczywistnieniem i zapowiedzią wiecznej chwały w niebie.




1.1. Eucharystia Najświętszą Ofiarą Chrystusa




Jan Paweł II przypomina w swojej encyklice „Ecclesia de Eucharistia” stwierdzenie Katechizmu Kościoła Katolickiego, że „Ofiara Chrystusa i ofiara eucharystyczna są jedną ofiarą” (2003, nr 12). Dalej Papież stwierdza, że „Eucharystia przez swój ścisły związek z ofiarą na Golgocie jest ofiarą w pełnym sensie, a nie tylko w sensie ogólnym, jakby jedynie chodziło o zwykłe darowanie się Chrystusa jako pokarm duchowy dla wiernych, bowiem dar Jego miłości i Jego posłuszeństwa aż do ostatniego tchnienia (…) jest przede wszystkim darem dla Jego Ojca” (Jan Paweł II, 2003, nr 13). Podobnie Benedykt XVI w adhortacji „Sacramentum caritatis” wskazuje, że Eucharystia to Jezus, prawdziwy Baranek złożony w ofierze (2007, nr 9-11). Benedykt XVI uczy, że „Jezus jest prawdziwym barankiem paschalnym, który spontanicznie ofiarował samego siebie w ofierze za nas, zawiązując w ten sposób nowe i wieczne Przymierze. Eucharystia zawiera w sobie tę radykalną nowość, która jest nam ponownie przedstawiana w każdej celebracji” (tamże, nr 9). Zatem Eucharystia objawia tę największą miłość Boga, miłość, która sprawiła, że Syn Jednorodzony wydał się za człowieka, by go przez swoją śmierć, prowadzącą do zmartwychwstania, zbawić. Eucharystia jest nie tylko objawieniem tej rzeczywistości, ale pozwala w niej uczestniczyć każdemu człowiekowi. Jest Ona bowiem uobecnieniem tajemnicy paschalnej.




1.2. Eucharystia jako uobecnienie




Jan Paweł II pisze w encyklice „Ecclesia de Eucharistia” (nr 12): „Msza św. uobecnia ofiarę Krzyża, nie powiększa jej, niczego jej nie dodaje ani jej nie mnoży. To, co się powtarza, to sprawowanie memoriale, „ukazanie pamiątki” (memorialis demonstratio), przez co jedyna i ostateczna odkupieńcza ofiara Chrystusa zawsze uobecnia się w czasie. Natura ofiarnicza Eucharystii nie może być zatem pojmowana jako coś oddzielnego, niezwiązanego z krzyżem lub też odnoszącego się jedynie pośrednio do ofiary na Kalwarii”. Poprzez dar Eucharystii człowiek w Niej uczestniczący ma zatem udział w zbawczym dziele Chrystusa. Tu ujawnia się szczególne działanie Ducha Świętego, mocą którego „sam Chrystus pozostaje obecny i działa w swoim Kościele, począwszy od żywego ośrodka Kościoła, jakim jest Eucharystia” (Benedykt XVI, 2007, nr 12). Chrystus staje się w Eucharystii tak bardzo obecny w całej swojej zbawczej misji i Ofierze, że ofiaruje się człowiekowi jako pokarm w Komunii Świętej.




1.3. Eucharystia jako Komunia




Jezus Chrystus ofiaruje siebie wiernym w Eucharystii jako pokarm. Dlatego Jan Paweł II poucza nas: „Ofiara eucharystyczna sama z siebie jest skierowana ku wewnętrznemu zjednoczeniu nas, wierzących, z Chrystusem przez Komunię: otrzymujemy Tego, który ofiarował się za nas, otrzymujemy Jego Ciało, które złożył za nas na Krzyżu, oraz Jego Krew, którą przelał „za wielu (…) na odpuszczenie grzechów (Mt 26, 28). (…) Sam Jezus zapewnia, że owo zjednoczenie, związane przez Niego przez analogię ze zjednoczeniem, jakie ma miejsce w życiu trynitarnym, naprawdę się realizuje. Eucharystia to prawdziwa uczta, na której Chrystus ofiaruje siebie jako pokarm” (2003, nr 16). Papież Benedykt XVI dając praktyczne wskazania dotyczące celebrowania Eucharystii, zwraca uwagę, by szafarze Komunii świętej „uczynili wszystko, aby ten gest w swej prostocie odpowiadał znaczeniu osobistego spotkania z Panem Jezusem w sakramencie” (2007, nr 50). Eucharystia zatem jako Komunia święta jest najściślejszym zjednoczeniem Chrystusa z człowiekiem. Doświadczenie tej wspólnoty (komunii) z Chrystusem zwiększa w nim pragnienie ciągłego wzrastania w świętości, nieustannego nawracania się, czyli współofiarowania się z Chrystusem Bogu Ojcu w Duchu Świętym.




1.4. Eucharystia jako współofiarowanie




Element współofiarowania wiernych z Chrystusem Bogu Ojcu, jako owoc działania Ducha Świętego, jest widoczny szczególnie mocno w słowach modlitwy kapłana nad darami chleba i wina, gdzie są one nazwane owocami „pracy rąk ludzkich”. W Eucharystii bowiem możemy i jesteśmy do tego nieustannie wzywani, ofiarować siebie „przez Chrystusa, z Chrystusem i w Chrystusie” Bogu Ojcu. Dlatego Jan Paweł II stwierdza: „Przekazując Kościołowi swoją ofiarę, Chrystus pragnął również przyjąć za swoją duchową ofiarę Kościoła, który jest wezwany, aby składając ofiarę Chrystusa ofiarowywał także samego siebie. Naucza nas o tym, w odniesieniu do wszystkich wiernych, Sobór Watykański II: „Uczestnicząc w Ofierze eucharystycznej, w źródle i zarazem szczycie całego życia chrześcijańskiego, składają Bogu Boską Żertwę ofiarną, a wraz z Nią i samych siebie” (2003, nr 13). Benedykt XVI zwraca uwagę, że to współofiarowanie jest skutkiem działania Ducha Świętego. On bowiem „wezwany przez celebransa nad darami chleba i wina wyłożonymi na ołtarzu jest tym samym, który jednoczy wiernych „w jednym ciele”, czyniąc z nich duchową ofiarę, miłą Ojcu” (2007, nr 13). Tu uwidacznia się szczególnie wyraźnie wspólnototwórcza rola Eucharystii, jej funkcja tworzenia Kościoła.




1.5. Eucharystia jako źródło wspólnoty Kościoła




„Kościół żyje dzięki Eucharystii” – napisze Jan Paweł II na początku swojej encykliki „Ecclesia de Eucharistia” (2003, nr 1; 21-25). Eucharystia tworzy Kościół jako Ciało Chrystusa i jako wspólnotę Ludu Bożego. Dlatego Jan Paweł II przypomina nam: „Eucharystia pojęta jako zbawcza obecność Jezusa we wspólnocie wiernych i jako jej pokarm duchowy, jest czymś najcenniejszym, co Kościół posiada na drogach historii” (tamże, nr 9). Eucharystia jest źródłem miłości, która „nie zna miary” (Jan Paweł II, 2003, nr 11) i dlatego wzywa wszystkich w Niej uczestniczących do wyzwalania się z grzechu, z egoizmu, do nawracania się, tak, by całe ono stało się „eucharystyczne”. „Właśnie ten owoc polepszania egzystencji i zaangażowanie na rzecz przemiany świata zgodnie z Ewangelią, wyrażają aspekt eschatologiczny Ofiary eucharystycznej i całego życia chrześcijańskiego: „Przyjdź, Panie Jezu!” (Ap 22, 20)” (tamże, nr 20). Jan Paweł II ostrzega jednak przed fałszywymi formami wspólnoty, wynikającymi z niewłaściwego rozumienia i przeżywania Eucharystii, takimi jak traktowanie Jej jako „zwykłego braterskiego spotkania”, zapoznanie Jej charakteru Ofiary, zakwestionowanie kapłaństwa hierarchicznego, czy źle rozumiany ekumenizm (tamże, nr 10). Dlatego Benedykt XVI również przypominając, że „rzeczywistość sakramentu Eucharystii stanowi jedność wiernych w kościelnej komunii” (2007, nr 15), przypomina i na nowo ukazuje Jej związek z pozostałymi sakramentami Kościoła (tamże, nr 16-20). To wzajemne powiązanie sakramentów i ofiarującego się w nich Boga w Trójcy jedynego człowiekowi, uzdalnia go do właściwego przeżywania stosunku do innych ludzi i samego siebie, uczy go prawdziwego ofiarowania siebie i autentycznej miłości, chroniąc przed grzechem i uleganiem fałszywym wizjom miłości. Eucharystia urzeczywistnia pełny sens miłości, kierując ją ku wieczności.




1.6. Wymiar eschatologiczny Eucharystii




Eucharystia urzeczywistnia i ukazuje ostateczny sens ludzkiego życia – zjednoczenie z Bogiem we wspólnocie świętych w niebie. Dlatego Jan Paweł II pisze: „Ukierunkowanie eschatologiczne Eucharystii wyraża i wzmacnia komunię z Kościołem zbawionych w niebie. Nie przypadkiem anafory liturgii wschodniej i łacińskie modlitwy eucharystyczne przypominają z czcią Maryję, zawsze Dziewicę, Matkę naszego Pana i Boga Jezusa Chrystusa, Aniołów, świętych Apostołów, Męczenników i wszystkich Świętych. Ten wymiar Eucharystii zasługuje na podkreślenie: gdy sprawujemy ofiarę Baranka, uczestniczymy w liturgii niebiańskiej i jednoczymy się z niezliczonym tłumem, który woła: „Zbawienie w Bogu naszym, Zasiadającym na tronie i w Baranku” (Ap 7, 10). Zaiste, Eucharystia jest bramą nieba, która otwiera się na ziemi. Jest promieniem chwały niebieskiego Jeruzalem, który przenika cienie naszej historii i rzuca światło na drogi naszego życia” (2003, nr 19). Jan Paweł II zwraca dalej uwagę (nr 20), że ta prawda o Eucharystii rzutuje na nasze doczesne życie, przywracając sens naszym nadziejom i miłości. Jak zauważa Papież-Polak w świecie jest wiele problemów (bieda, pogarda dla najsłabszych, brak pokoju, pogarda dla ludzkiego życia), które podważają w wielu ludziach wiarę w sens dobra. Eucharystia ten sens przywraca i na nowo ukazuje. W Eucharystii człowiek odnajduje pewność i gwarancję ostatecznego zwycięstwa dobra i miłości. Tu więc odkrywa najgłębszy sens swojego doczesnego życia, jego zadań i obowiązków. Albowiem człowiek „jest stworzony dla prawdziwej i wiecznej szczęśliwości, którą może dać jedynie miłość Boża” (Benedykt XVI, 2007, nr 30). Dlatego Benedykt XVI stwierdzi, że „uczta eucharystyczna, objawiając swój wymiar ściśle eschatologiczny, wspiera naszą wolność w drodze” (tamże). W tej eschatologicznej perspektywie Eucharystii mieści się też rozszerzenie granic wspólnoty międzyludzkiej na relacje ze zmarłymi. Tu odnajduje swój najgłębszy sens miłość względem nich, wyrażona w modlitwie za nich i, zwłaszcza, ofiarowanie za nich Mszy św. (tamże, nr 32).




Już to pobieżne i z konieczności skrótowe ukazanie wybranych elementów tajemnicy Eucharystii wskazuje na Jej największą rolę i znaczenie w życiu człowieka. Wobec tego warto wskazać jak Eucharystia tworzy osobowość człowieka. Tę jej rolę wskażemy na przykładzie życia i działalności o. Waltera Ciszka. Najpierw zatem zostanie ukazana jego biografia.







2. Biografia o. Waltera Ciszka SJ




W tym punkcie artykułu wskażemy kolejno najważniejsze fakty z życia o. Ciszka oraz przedstawimy charakterystykę jego rodziców.




2.1. Najważniejsze fakty z życia o. Waltera Ciszka




Walter Ciszek urodził się 04 listopada 1904 roku w Shenandoah, w stanie Pensylwania w Stanach Zjednoczonych, jako syn polskich emigrantów z 1890 roku, Marcina i Marii. Był siódmym dzieckiem w rodzinie (Ciszek, Flaherty, 1990b, s. 16). Po odkryciu powołania kapłańskiego wstąpił do seminarium w Orchard Lake, w stanie Michigan (Ciszek, Flaherty, 1990b, s. 17-18). Jednakże zafascynowany życiorysem św. Stanisława Kostki postanawia zostać jezuitą. 07 września 1928 roku zostaje przyjętu do nowicjatu jezuitów w St. Andrews-on-Hudson, w Poughkepsie w stanie Nowy Jork (Ciszek, Flaherty, 1990b, s. 20-21). W 1929 roku zapoznał się z listem Ojca Świętego Piusa XI Do wszystkich seminarzystów, a szczególnie do synów jezuitów, w którym papież wzywał alumnów do wstępowania do Collegium Russicum, ośrodka rosyjskiego w Rzymie, przygotowującego kleryków do „ewentualnej przyszłej pracy w Rosji” (tamże, s. 22-23). O. Walter Ciszek SJ o swojej reakcji na list Papieża pisze następująco: „Ojciec Święty podkreślał wielką potrzebę dobrze przygotowanych i szczególnie odważnych kapłanów. W trakcie czytania tego listu coś się we mnie poruszyło. Wiedziałem, że doszedłem do końca długiego poszukiwania. Byłem przekonany, że nareszcie Bóg mnie wybrał i odpowiedział na moje pragnienie oraz podał przyczynę wszystkich moich walk. To przekonanie było tak silne, że z trudem doczekałem końca konferencji” (Ciszek, Flaherty, 1990b, s. 23). Przełożonym oznajmia wprost: „Poczułem, że muszę zgłosić się na misję w Rosji”(Ciszek, Flaherty, 1990b, s. 23). Po złożeniu ślubów zakonnych (08 września 1930 roku) o. Ciszek prosi listownie Ojca Generała o zgodę na przygotowanie się do misji w Rosji. W 1934 roku otrzymuje zgodę na wyjazd do Rzymu i udaje się tam latem tego samego roku (tamże, s. 23-24). O. Ciszek wspomina: „Podobnie jak wszyscy jezuiccy studenci teologii w Rzymie, mieszkałem w kolegium Santo Roberto Bellarmino przy via del Seminario i studiowałem teologię na Uniwersytecie Gregoriańskim przy Piazza Pilotta. Jednocześnie uczyłem się języka rosyjskiego, liturgii i historii w Collegium Russicum przy via Carlo Cattaneo, niedaleko bazyliki Santa Maria Maggiore” (Ciszek, Flaherty, 1990b, s. 25).

Walter Ciszek przyjął święcenia kapłańskie 24 czerwca 1937 roku w Rzymie. Swoją Mszę świętą prymicyjną w obrządku wschodnim odprawił w bazylice św. Pawła za Murami (Ciszek, Flaherty, 1990b, s. 27)3. W listopadzie 1938 zostaje skierowany do pracy w Albertynie we wschodniej Polsce. W Albertynie ojciec Walter Ciszek uczył etyki młodych jezuitów oraz katechizował dzieci (Ciszek, Flaherty, 1990b, s. 28-30)4. Po wybuchu wojny do Albertyna wkroczyli Rosjanie, którzy zaczęli utrudniać pracę duszpasterską (Ciszek, Flaherty, 1990b, s. 32-37). O. Walter. Ciszek wraz z kilkoma innymi jezuitami udają się do Lwowa, by poprosić o zgodę arcybiskupa Szeptyckiego na próbę dostania się do Rosji. Takż godę arcybiskupa otrzymują (Ciszek, Flaherty, 1990b, s. 40-43). W podróż do Moskwy na podstawie fałszywych dokumentów5 udali się 15 marca 1940 roku. „Podróż ze Lwowa na Ural była długa i trudna. Przyjechaliśmy najpierw do Kijowa i Winnicy, potem przez Briańsk i Kaługę do Gorki, potem na wschód do Kazania i Ufy, a wreszcie na północ, wzdłuż rzeki Czusowaja, do Czusowoj, około 75 km od Permu, który wówczas nazywał się Mołotow” (Ciszek, Flaherty, 1990b, s. 45). O. Walter Ciszek wraz z towarzyszami znalazł się w Tiepłoj Gorie, gdzie pracował „jako robotnik niewykwalifikowany w brygadzie mieszanej (mężczyźni i kobiety), wyciągając kłody z rzeki i układając je w stosy o wysokości ponad 2 m, a długości 10 m” (Ciszek, Flaherty, 1990b, s. 51)6. W 1941 roku, po wybuchu wojny sowiecko-niemieckiej, o. Ciszek zostaje aresztowany jako „szpieg Watykanu” i odesłany na Łubiankę (tamże, s. 60-61). Następnie został przewieziony przez Riazań, Tambow do Saratowa (tamże, s. 96-97). Po kolejnym transporcie, tym razem do Moskwy i wielomiesięcznych przesłuchaniach został skazany za szpiegostwo (artykuł 58:6 kodeksu karnego) na 15 lat ciężkich robót (Ciszek, Flaherty, 1990b, s. 124-125. Na Łubiance pozostaje jednak jeszcze cztery lata, aż do czerwca 1946 roku. Ojciec Walter Ciszek nazwał ten czas pobytu w miejscu kaźni „”uniwersytetem” na Łubiance” (Ciszek, Flaherty, 1990b, s. 126-136). O. Ciszek zostaje zesłany kolejno do Krasnojarska, a następnie do Norylska. Jak wspomina: „Gdy dowiedzieliśmy się, że jedziemy do Krasnojarska, usiłowaliśmy wyobrazić sobie, przez jakie miasta będziemy przejeżdżali, jadąc koleją transsyberyjską: Kirow, Perm, Swierdłowsk, Kurgan, Pietropawłowsk, Omsk, Nowosybirsk, Tomsk, Aczinsk. Ci, którzy wiedzieli coś o tych miastach, opisywali je, mogliśmy więc rozpoznawać je przejeżdżając przez nie – albo też mieliśmy o czym rozmawiać” (Ciszek, Flaherty, 1990b, s. 182)7. W Norylsku o. Ciszek pracował przez rok w kopalniach, a potem od czerwca 1947 roku do 1949 roku jako robotnik budowlany na różnych budowach. Ojciec Walter Ciszek był też posługaczem w szpitalu, a następnie, od 1952 roku, znowu pracował w obozie pracy (Ciszek, Flaherty 1990b, s. 215-263). W październiku 1953 roku został zesłany do pracy w kopalniach w Kajerchanie, na dwa lata (Ciszek, Flaherty, 1990b, s. 291-312).

W 1955 roku o. Ciszek; odzyskał częściowo wolność, otrzymując tak zwane „położenje pasporta”: „Mając ograniczony status obywatela, nie mogłem pracować w strefie polarnej. Nie mogłem także mieszkać tam, gdzie sam chciałem. Nie wolno mi było mieszkać w żadnym z większych miast, takich jak Leningrad, Moskwa, Kijów, Władywostok, Taszkient, ani w żadnym z miast przygranicznych, z których mógłbym próbować uciec. Mogłem przebywać w takich miejscach nie dłużej niż 3 dni za specjalnym pozwoleniem władz. A mając „położenje pasporta”, jedną z pierwszych rzeczy, jakie należało zrobić po przybyciu do każdej miejscowości, to zameldować się w posterunku milicji i zarejestrować swój pobyt” (Ciszek, Flaherty, 1990b, s. 312). Ojciec Ciszek postanowił pozostać w Norylsku i pracować duszpastersko, przez co miasto to stało się jego „parafią” (tamże, s. 332-353). W 1958 roku zostaje jednak odesłany do Krasnojarska. Wcześniej otrzymuje „dokument upoważniający (…) do przybycia do ambasady amerykańskiej w Moskwie i list z prośbą uzyskania wizy wyjazdowej. (…) Proszono mnie o potwierdzenie odbioru listu i podanie miejsca, gdzie będę starał się o wizę”(Ciszek, Flaherty, 1990b, s. 352). O. Walter Ciszek nie korzysta z tej okazji, lecz pracuje w Krasnojarsku, zakładając misyjną parafię i pozostając tam aż do 1960 roku (tamże, s. 354-369). Potem udaje się do Abakanu, gdzie pracuje oficjalnie jako mechanik samochodowy, zajmując się jednak głównie duszpasterstwem (Ciszek, Flaherty, 1990b, s. 369-383). W 1963 roku o. Ciszek otrzymuje list od swoich sióstr, dzięki których staraniom możliwy staje się jego powrót. 12 października o. Walter Ciszek wraca do Stanów Zjednoczonych w drodze wymiany za dwóch szpiegów sowieckich (tamże, s. 436). „Nagle samolot nabrał szybkości. Przeżegnałem się, następnie zwróciłem się do okienka, gdy odrywaliśmy się od ziemi. Samolot wzniósł się, zataczając wielki krąg. Rozpoznałem w oddali wieże Kremla. Powoli, starannie uczyniłem znak krzyża nad krajem, który opuszczałem”(Ciszek, Flaherty, 1990b, s. 436).

O. Walter Ciszek w 1964 roku w centrum jezuickim w Wernersville w Pensylwanii pisze swoją książkę „Z Bogiem w Rosji”. Od 1965 roku pracuje w centrum Jana XXIII w Fordham University w Scranton. Jest też kierownikiem duchownym klasztoru karmelitanek obrządku bizantyńskiego (Byzantine Carmelite monastery), zajmując się także pomocą w formacji całej wspólnoty karmelitańskiej. W 1973 roku pisze drugą książkę – „On mnie prowadzi”. Ojciec Walter Ciszek umiera 08 grudnia 1984 roku i zostaje pochowany na cmentarzu jezuickim w Wernersville. W 1990 roku biskup Michael J. Dudick, ordynariusz diecezji Passaic w stanie New Jersey otwiera uroczyście diecezjalny etap procesu beatyfikacyjnego o. Waltera Ciszka, prowadzony przez diecezję Allentown w Pensylwanii8. Diecezjalny etap procesu beatyfikacyjnego został zakończony i jego akta zostały przekazane Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych w Watykanie9.

Przedstawienie najważniejszych faktów z życia o. Ciszka ukazuje go jako człowieka całkowicie oddanego Bogu i swojej kapłańskiej misji. Dlatego stwierdza on z pokorą: „Nie chcę powiedzieć wprost, że Bóg się mną opiekował. Chcę powiedzieć, że powołał mnie i przygotował do tego zadania, potem ochraniał podczas owych lat na Syberii. Jestem o tym przekonany; było to życie, jakie mi przeznaczył i widziałem Jego rękę na każdym zakręcie” (Ciszek, Flaherty, 1990b, s. 15).




2.2. Rodzice o. Waltera Ciszka




Ojciec Walter Ciszek urodził się w rodzinie wielodzietnej; był siódmym dzieckiem swoich rodziców. Jego rodzice, emigranci z Polski, byli dzielnymi, religijnymi ludźmi. Oboje wywarli na syna silny, pozytywny wpływ. Walter Ciszek stwierdza: „Po ojcu odziedziczyłem twardość, od matki zaś otrzymałem wychowanie religijne” (Ciszek, Flaherty, 1990b, s. 17).




A. Ojciec Waltera Ciszka




O. Ciszek nazwał swojego ojca, Marcina, „najłagodniejszym człowiekiem na świecie” (Ciszek, Flaherty, 1990b, s. 16). Wspomina go „jako mężczyznę średniego wzrostu, o gęstych czarnych włosach i wspaniałych wąsach, barczystego” (tamże). Poza tym zwraca uwagę, że z Polski („Starego Świata”) jego ojciec wyniósł „dumę oraz wiarę w rodzinę” (tamże). Ojciec Waltera Ciszka pochodził ze wsi; w Stanach Zjednoczonych pracował jako górnik. Próbował też zająć się drobnym interesem, ale nie wiodło mu się, gdyż „okazywał zbyt wiele dobroci nowo przybyłym emigrantom” (Ciszek, Flaherty, 1990b, s. 17). Ojciec Ciszek zapamiętał bardzo dobrze upór ojca. Upór, ojca i syna, powodował, że Walter nie czuł się zbyt rozumiany przez rodzica. Marcin Ciszek chciał bowiem bardzo, by jego syn zdobył jak najlepsze wykształcenie, cel, którego on nie mógł zrealizować. Nieporozumienie między ojcem i synem ujawniło się szczególnie wyraźnie gdy Walter postanowił zostać księdzem. Jak wspomina nasz jezuita, ojciec „nie chciał w to uwierzyć. W jego oczach księża byli świętymi mężami Bożymi, a ja nie miałem w sobie nic z tego” (Ciszek, Flaherty, 1990b, s. 18). Konflikt przerodził się w otwarty bunt syna, gdyż Walter Ciszek otwarcie przeciwstawił się tacie, mówiąc mu: „To ja jadę, a nie ojciec i pojadę do St. Andrews, nawet gdybym miał wybierać między Bogiem a ojcem!” (Ciszek, Flaherty, 1990b, s. 21). Walter Ciszek udał się więc, wbrew woli ojca, do jezuickiego nowicjatu „bez pożegnania i bez tradycyjnego błogosławieństwa ojcowskiego” (tamże, s. 22). Czy to oznacza, że Marcin nie był dobrym ojcem? Przeciwnie. Walter Ciszek stwierdza wprost: „Mimo wszystko był wspaniałym ojcem” (Ciszek, Flaherty, 1990b, s. 17). Był surowy, wymagający, zasadniczy. To pomogło Walterowi Ciszkowi w ukształtowaniu silnej osobowości. Przeciwstawienie się woli silnego, zdecydowanego, wymagającego ojca, w imię posłuszeństwa Bogu, wymagało przecież siły woli i mocnego charakteru. Warto też zwrócić uwagę, że była to dobra szkoła miłości do Boga i wierności Jemu we wszystkim. Ojciec Walter Ciszek wiedział ponadto o najważniejszej cesze postawy ojca do syna - miłości. Walter Ciszek był pewien ojcowskiej miłości. Jak wspomina, gdy kiedyś wrócił późno w nocy po długiej jeździe bez biletu, wisząc na zewnątrz pociągu, zmarznięty i przerażony, to czekał na niego ojciec. „Ojciec, zatroskany, czekał na mnie. Rozpalił ogień w kuchni i, nie budząc matki, przygotował dla mnie posiłek, potem położył mnie do łóżka” (Ciszek, Flaherty, 1990b, s. 17). Jak wspomina dalej o. Walter Ciszek, to doświadczenie ojcowskiej troski i miłości nieraz mu pomagało w trudnych chwilach: „W wiele lat później, w syberyjskich obozach pracy, wspominałem przede wszystkim to zdarzenie, gdy myślałem o moim ojcu” (Ciszek, Flaherty, 1990b, s. 17)10. Można więc przypuszczać, że to, iż Walter Ciszek miał dobrego ojca, kochającego, a zarazem przez swoje „twarde” cechy, pobudzającego syna do rozwoju, do wzmacniania woli i charakteru, do odpowiedzialności, pozwalało mu odkrywać tajemnicę Eucharystii, pełnię miłości w Niej obecną, a zarazem Jej wezwanie do stałego rozwoju, powstawania ze zła i wierności dobru, zapominania o sobie i odpowiedzialności za Nią i ludzi.




B. Matka o. Waltera Ciszka




O. Walter Ciszek pisze o swojej matce, Marii, dużo mniej niż o ojcu. Nie oznacza to jednak, że jej oddziaływanie na niego było mniejsze. Być może było nawet większe, zwłaszcza gdy chodzi o odkrycie powołania kapłańskiego. Ojciec Walter Ciszek charakteryzuje swoją matkę następująco: „Była to kobieta drobna, jasnowłosa, bardzo pobożna i stanowcza wobec nas. Nauczyła nas pierwszych modlitw i uczyła wiary na długo przedtem, nim poszliśmy do szkoły parafialnej. 2 z moich sióstr wstąpiły do klasztoru, ale ja nigdy nie umiałem być otwarcie pobożny. Chyba więc modlitwy i przykład matki sprawiły to, że w ostatniej klasie szkoły, bez żadnego widocznego powodu, zdecydowałem, iż zostanę księdzem” (Ciszek, Flaherty, 1990b, s. 17). Kiedy ojciec przeciwstawiał się wstąpieniu Waltera do seminarium, to Maria rozstrzygnęła spór oświadczając synowi, że jeśli chce być księdzem, to musi „być dobrym księdzem” (tamże, s. 18). Z tej charakterystyki wynika, że matka o. Ciszka była bardzo dobrą kobietą, wrażliwą, kochającą, przy tym wymagającą. Szczególnie cenną wartością była jej troska o wiarę i pobożność dzieci. I tu widzimy więc, że przypuszczalny wpływ matki na umiłowanie przez o. Ciszka Eucharystii był wyraźny. Na pewno postawa matki, oparta, podobnie jak postawa ojca, na prostej, prawdziwej, bezkompromisowej wierze, pozwalała odkryć o. Ciszkowi pewność Bożej miłości. Z pewnością o. Ciszek od najmłodszych lat odkrywał, może nawet nieświadomie, siłę Eucharystii, miłość Chrystusa w Niej obecną, miłosierdzie Boga, a zarazem Jego wymaganie tego, by człowiek spełniał Bożą wolę, by wciąż wzrastał.

Rodzice o. Ciszka umarli dosyć szybko, „w latach, kiedy studiowałem, nie mieli zatem nawet pociechy, po tym wszystkim, co wycierpieli z mego powodu, uczestniczenia w pierwszej mszy swego syna-kapłana” (Ciszek, Flaherty, 1990b, s. 27). I w tym fakcie „pozbawienia” rodziców przez Boga uczestniczenia w jego Mszy świętej prymicyjnej, odkrył o. Ciszek, że istotą miłości, a zarazem spełnienia siebie jako człowieka, jest zapomnienie o sobie, ofiarowanie siebie, całkowite oddanie się Bogu. I w tym fakcie odkrył największą tajemnicę Eucharystii, Chrystusa w Niej wydającego się za człowieka i oddającego się człowiekowi. Odkrył też prawdę Chrystusowych słów: „Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je” (Mt 16, 25).




Nie ulega wątpliwości, że o. Walter Ciszek wychowywał się w głęboko religijnej, dobrej rodzinie. Jego biografia wskazuje na w pełni dojrzałą, także w psychologicznym sensie, osobowość kandydata na ołtarze. Wobec tego warto wskazać na absolutnie pierwszorzędną rolę Eucharystii w tworzeniu tej osobowości. Pierwszorzędna rola Eucharystii wynika już chociażby z kapłaństwa o. Ciszka, tak pięknie zrealizowanego.




3. Rola Eucharystii w tworzeniu i spełnieniu osobowości o. Waltera Ciszka




W tym punkcie naszych poszukiwań spróbujemy ukazać jak Eucharystia wpłynęła na tworzenie przez o. Ciszka własnej osobowości i jej spełnienie. Kryterium tworzenia i spełnienia osobowości będzie dla nas teoria Erika H. Eriksona. Wskazane przez niego cnoty osiągane na poszczególnych etapach rozwoju osobowości wskazują z jednej strony na to, że osobowość tworzy się poprzez relacje, wskazują na konieczność wartości w rozwoju osobowości, ukazują osobowość jako pewną całość realizującą sens i otwartą na wieczność. Szczególnie ważne jest to, że w perspektywie antropologicznej teoria ta jest, po ograniczeniu znaczenia jej psychoanalitycznego charakteru, otwarta na perspektywę religijną i chrześcijańską interpretację. Erikson wielokrotnie wskazywał na rolę właściwie przeżywanej religii w rozwoju osobowości. W tym miejscu wskażmy tylko na motywację. Erik H. Erikson stwierdza w pewnym miejscu: „Dodajmy, że skoro nasze rozważania na temat rozwoju prowadzą nas do przyjęcia wniosku, że nadzieja, wierność i troska to ludzkie siły życiowe lub jakości ego, będące owocem takich kluczowych okresów życia, jak niemowlęctwo, okres dojrzewania i dorosłość, nie powinno być dla nas zaskoczeniem (…), że korespondują one wyraźnie z głównymi wartościami wiary chrześcijańskiej, a więc z nadzieją, wiarą i miłością. (…) Takie niepodważalne, tradycyjne wartości, chociaż odnoszą się do najwyższych dążeń duchowych, musiały z pewnością przechować w sobie sięgający ich niewyraźnych początków związek ze źródłami ludzkiej siły, której podstawą jest rozwój organizmu” (2002, s. 70-71).

W przypadku o. Ciszka poddajemy analizie osobowość człowieka już dorosłego szczególnie ważne będzie tu więc poszukanie w jego osobowości wszystkich wskazanych przez Eriksona ukierunkowań osobowości i jej cnót, które ujmujemy tu również jako wartości (formy łączności ze światem i Bogiem).




3.1. Podstawowa ufność i nadzieja




Erikson twierdzi, że w pierwszej fazie życia człowieka po urodzeniu, przy założeniu właściwej postawy rodziców, kształtuje się w człowieku podstawowa ufność względem świata zewnętrznego (w nim zwłaszcza ludzi), Boga i samego siebie. Ten dynamizm lub jego brak rzutuje bardzo mocno na całe przyszłe życie (Hall, Lindzey, 1990, s. 92-93). Skutkiem doświadczania ufności staje się cnota nadziei. Nadzieja jest to „trwałe przekonanie o możliwości spełnienia gorących pragnień, wbrew mrocznym impulsom i szalonym emocjom, które cechują początek egzystencji” (cyt. za: Hall, Lindzey, 1990, s. 93). Oczywiście formy podstawowej ufności i nadziei zmieniają się w ciągu życia człowieka, tym niemniej ich podstawa tkwi we wczesnym dzieciństwie. Już sam Erikson zwraca uwagę na wielką tu rolę religii i religijności zwłaszcza rodziców. Autor ten stwierdza, iż „wydaje się wart rozważenia fakt, że przez stulecia religia służyła odtwarzaniu poczucia ufności, że wiara dawała namacalną formę poczucia zła – zła, które obiecywała wykląć” (2004, s. 60; zob. Erikson, 1997, s. 260-261)11. Dla naszych poszukiwań ważnym jest też następujące stwierdzenie Eriskona: „Ufność wyrosła z troski jest w rzeczywistości probierzem realizmu danej religii” (1997, s. 260). Eucharystia, jako wyraz, używając języka Eriksona, troski Boga o człowieka, a w konsekwencji, wierzących rodziców o dziecko, wskazuje na najwyższy realizm, wobec czego Jej, przyjętej z wiarą, rola w tworzeniu osobowości jest niezastąpiona. Eucharystia staje się bowiem fundamentem sensowności ludzkiej osobowości i jej nadziei. Ojciec Walter Ciszek odkrył to szczególnie wyraźnie w czasie pobytu w kraju programowego ateizmu, Związku Sowieckim i w czasie swojego cierpienia z powodu grożących w każdej chwili śmiercią prześladowań. Dla o. Waltera Ciszka Msza święta była doświadczaniem miłującej, zbawczej obecności Boga przy nim, a czas jej odprawiania był doświadczaniem „szczególnej zażyłości z Bogiem każdego dnia” (1990a, s. 135). Tak zawsze, już w młodości, rozumiał i przeżywał Msze święte (tamże). Dlatego o. Ciszek stwierdza, że Eucharystia budzi nadzieję. „W chwilach zniechęcenia Nestrow i ja pocieszaliśmy się myślą o Bożej Opatrzności i Jego Wszechmocy. Składaliśmy nas samych i naszą przyszłość w Jego ręce i żyliśmy dalej” (Ciszek, Flaherty, 1990b, s. 53). Szczególnie ważne było dla o. Ciszka doświadczanie obecności Chrystusa przez dar Eucharystii: „Wiem, że nie można tego wszystkiego wytłumaczyć tym, którzy nie wierzą. Nawet dla wielu chrześcijan, jak się obawiam, Najświętszy Sakrament jako chleb życia jest tylko jakimś poetyckim czy symbolicznym frazesem użytym przez Jezusa w Ewangelii. A jednak jakim źródłem podtrzymania był on dla nas wówczas, jak wiele znaczyło dla nas to, że mamy Ciało i krew Chrystusa jako pokarm naszego życia duchowego w tym sakramencie miłości i radości. To przeżycie było bardzo prawdziwe; czuło się jego codzienne działanie w umyśle i sercu. Dla nas była to konieczność podtrzymująca życie duszy, tak samo jak codzienny chleb był konieczny dla ciała. Tak wielu wygnańców na Uralu było pozbawionych tego i wydawali się być obojętni. Sam Bóg, w sobie właściwy sposób troszczył się o tych duchowo wygłodzonych ludzi, nie mam co do tego wątpliwości tak samo jak co do tego, że o nas troszczył się szczególnie. Któż z nas może w pełni zrozumieć drogi Boże? Dla nas jednak ten chleb życia, ta eucharystia była naprawdę źródłem zjednoczenia z Bogiem i z tymi, którym pragnęliśmy Go przynieść” (Ciszek, Flaherty, 1990a, s. 138). Moc Eucharystii, jako źródła nadziei, uświadomił sobie o. Ciszek szczególnie mocno w czasie uwięzienia na Łubiance, kiedy przez pięć lat nie mógł odprawiać Mszy świętej i przyjmować Komunii Świętej ani adorować Najświętszego Sakramentu. Wtedy prawie zwątpił, prawie się załamał. „W owych dniach męki i rozterki, ciemności i upokorzenia wiedziałem, że rozpaczliwie potrzebuję tego źródła siły, jakiego mógł mi dostarczyć chleb życia – a nie mogłem go mieć. Modliłem się do Boga, rozmawiałem z Nim, prosiłem o pomoc i siłę, wiedziałem, że On jest ze mną. Miałem to wszystko, a jednak nie mogłem mieć Jego sakramentalnej obecności. I ta różnica była dla mnie czymś bardzo prawdziwym. Był to głód duszy tak rzeczywisty dla mnie, jak głód ciała, którego nieustannie doświadczałem przez te lata. Nieraz zastanawiałem się w późniejszych latach, czy byłbym załamał się tak mocno, doszedł tak blisko do rozpaczy, gdybym w jakiś sposób mógł zdobyć ów chleb życia” (Ciszek, Flaherty, 1990a, s. 138-139). Eucharystia była w życiu o. Ciszka najważniejszym źródłem nadziei dla niego i dla ludzi. Nie może więc dziwić, że właśnie miłość Boga i miłość do ludzi, dla których odprawiał Mszę świętą, powodowały, że Msza święta była „najważniejsza w każdym nowym dniu” (Ciszek, Flaherty, 1990, s. 140).




3.2. Autonomia i wola




Autonomia związana jest z opisem świata w kategoriach „ja” i „ty” oraz „mnie” i „moje” (Erikson, 2004, s. 63). Człowiek poprzez autonomię odkrywa wewnętrzną wolność do podejmowania obowiązków, uczy się też jej ograniczeń przez uświadomienie sobie zakazów i ograniczeń oraz kontroli i samokontroli (Hall, Lindzey, 1990, s. 93). Jeśli proces wychowania przebiega w kluczowym dla osiągania autonomii okresie życia (2-3 rok po urodzeniu) prawidłowo, pojawia się wola. Wola ma swoje źródła we własnym uporze dziecka i w przykładach silnej woli wśród dorosłych (Hall, Lindzey, 1990, s. 93). Jak już wskazaliśmy wcześniej o. Ciszek był już jako dziecko uparty, zapamiętał też upór ojca. Widzimy więc tu naturalne źródło silnej woli. Wola w rozumieniu Eriksona oznacza rozwijającą się ciągle zdolność „dokonywania swobodnych wyborów, podejmowania decyzji, ćwiczenia się w powściągliwości i wytrwałego działania” (Hall, Lindzey, 1990, s. 94).

O. Walter Ciszek podkreśla, że być może „trzeba być pozbawionym wolności, aby naprawdę zrozumieć, jak drogocennym darem jest ona” (Ciszek, Flaherty, 1990a, s. 170). Wtedy człowiek odkrywa wolność wewnętrzną, daną przez Boga. „Ciało może być uwięzione, lecz nic nie może zniszczyć najgłębszej wolności w człowieku, wolności duszy, wolności woli i umysłu. To są najwyższe i najszlachetniejsze zdolności człowieka, one czynią go tym, kim jest i nie mogą być zniewolone. Nawet w więzieniu człowiek może wybierać między dobrem a złem, walczyć o przeżycie albo desperować, służyć Bogu i innym albo zwrócić się do siebie samego i do egoizmu” (Ciszek, Flaherty, 1990a, s. 171-172). Wolność więc jest absolutna, ale nie jest absolutem (nie jest nieograniczona), dlatego należy ją codziennie zdobywać i zdobywać się na nią (tamże, s. 172). O. Ciszek boleje, że beztroska rodziców (brak z ich strony wymagań względem dzieci, brak wskazania na odpowiedzialność) wypacza naturalny rozwój młodego człowieka do wolności (tamże).

Warunkiem prawdziwej wolności i siły woli jest ich zakorzenienie w Bogu; paradoksalna rezygnacja z własnej woli na rzecz woli Bożej, umacnia ludzką wolę do służby Bogu. „To dostarcza okazji do praktykowania cnoty, do znoszenia cierpień, do wytrzymywania bólu; a co ważniejsze, czyni nas narzędziami osiągania Jego celów, nie tylko dla naszego własnego zbawienia, lecz także dla innych. Służba Bogu musi być postawiona ponad wszystkim” (Ciszek, Flaherty, 1990a, s. 175). Taka wolność urzeczywistnia się szczególnie przez miłość do Eucharystii. To świętość samego Chrystusa w Niej obecnego mobilizowała do własnego nawracania się, do spowiadania się, do bycia coraz bardziej wolnym do czynienia dobra, bo Bóg jest dobry. O. Ciszek pisze, że podobnie jak inni kapłani, z miłości do Eucharystii, starał się spowiadać „przynajmniej co sobotę” (Ciszek, Flaherty, 1990b, s. 259). Pragnienie dawania Eucharystii tym, którzy Jej pragnęli również było źródłem siły woli i wolności. „Żadne niebezpieczeństwo, żadne ryzyko, żaden odwet nie mógł odwieść mnie od odprawiania mszy codziennej dla nich” (Ciszek, Flaherty, 1990a, s. 145).




3.3. Inicjatywa i zdecydowanie




Już małe dziecko, właściwie wychowywane, wykazuje inicjatywę. Jej skutkiem jest zdecydowanie, które Erikson nazywa „odwagą rozpatrywania i osiągania cenionych celów, nie zahamowaną przez klęskę infantylnych fantazji, przez poczucie winy ani przez obezwładniający strach przed karą” (cyt. za: Hall, Lindzey, 1990, s. 95). Ojciec Walter Ciszek charakteryzował się wybitnym zdecydowaniem w dążeniu do celów. Widoczne było to w realizacji decyzji zostania jezuitą czy potem pragnienia bycia misjonarzem w Rosji. Szczególnym źródłem zdecydowania i wytrwałości w realizacji kapłańskiej misji uświęcania i zbawiania ludzi była Eucharystia. Z miłości do Niej o. Ciszek zdecydowany był wykazać się każdą inicjatywą, pokonać każdą przeszkodę. Na przykład Mszę odprawianą w lesie o. Ciszek opisuje następująco: „Za ołtarz służył nam duży pień i kiedy jeden z nas celebrował, drugi stał na straży przy drodze. Było to przeżycie, którego nigdy nie zapomnę. W głębokiej ciszy gęstego lasu słychać było przebiegające wiewiórki i ptaki zbierające się w powietrzu. Wszystko wydawało się piękne i tajemnicze, a wszelkie niebezpieczeństwo na pewien czas oddalone” (Ciszek, Flaherty, 1990b, s. 53). O. Walter Ciszek opisuje też świadectwo zdecydowania, do jakiego uzdalniała miłość do Eucharystii więźniów, uczestników Mszy świętej, na przykład w Dudince: „Więźniami w baraku o. Kaspra byli przeważnie Polacy. Szanowali swego księdza i ochraniali go. Usiłował odprawiać dla nich mszę przynajmniej raz na tydzień. Wino wyrabiali sami z rodzynków, które wykradali w dokach, a do wyrobu hostii „organizowali” mąkę z kuchni. Tego ranka moim kielichem była szklanka, a koperta złotego zegarka służyła mi za patenę. Lecz moja radość z możności odprawienia mszy była nie do opisania” (Ciszek, Flaherty, 1990b, s. 210). W innym miejscu o. Ciszek opisuje postawę innych więźniów: „Miałem mały kielich i patenę, które zrobił dla mnie z niklu jeden z więźniów. Wino było znów robione z rodzynków, a chleb wypiekali specjalnie Łotysze katolicy, którzy pracowali w kuchni obozowej” (Ciszek, Flaherty, 1990b, s. 239). Bywało także, że ludzie nie mogli uczestniczyć we Mszy świętej, ale pragnęli Komunii św. Wtedy o. Ciszek prosił ich o wczesne wstanie i oczekiwanie na niego w różnych częściach obozu. Pod pozorem porannego pozdrawiania się udzielał takim grupkom (2 lub 3 osoby) Komunii świętej (Ciszek, Flaherty, 1990b, s. 240). Tak więc Eucharystia jest źródłem prawdziwej autonomii człowieka i jego prawdziwie twórczego zdecydowania.




2.4. Pracowitość i kompetencja




Cechą zdrowej dojrzałej osobowości jest pracowitość, nie zaburzona przez poczucie niższości, mająca swój początek we wczesnym wieku szkolnym (Hall, Lindzey, 1990, s. 95-96). Przejawem pracowitości i jej efektem jest kompetencja, rozumiana przez Eriksona jako swobodne korzystanie ze swej zręczności i inteligencji „przy wykonywaniu zadań, nie zaburzonych przez infantylne poczucie niższości” (cyt. za: Hall, Lindzey, 1990, s. 96). O. Walter Ciszek bardzo cenił zawsze pracę, widząc w niej współpracę z Bogiem i naśladowanie Jezusa Chrystusa, pracującego u boku św. Józefa (Ciszek, Flaherty, 1990a, s. 106-114). Jako więzień sowieckich łagrów doświadczał poniżania przez pracę wykonywaną w nieludzkich warunkach, pracę niewolniczą i zabijającą. Wiedział, że więźniowie pracują tylko tyl, by nie narażać się na kary i przeżyć. Natomiast o. Ciszek starał się wykonywać swoje prace w łagrach jak najlepiej, co zdumiewało i irytowało współwięźniów, nawet wierzących. On natomiast widział w tym wypełnianie woli Bożej, bo rozumiał, że „najzwyklejsza i najnudniejsza praca jest – a przynajmniej powinna być, jeżeli się na nią patrzy właściwie w aspekcie Boga i wieczności – udziałem w Boskim dziele stworzenia i odkupienia, codzienną sposobnością do współpracy z Bogiem w zasadniczych aktach Jego zbawczego Przymierza” (Ciszek, Flaherty, 1990a, s. 113). Przez to, jak stwierdza o. Ciszek, praca stawała się ofiarą składaną Bogu za siebie i za innych (tamże, s. 114). To ofiarowanie odnajdywało swoje najwyższe spełnienie i sens w darze Eucharystii, która staje się możliwa także dzięki pracy ludzkiej i jej owocom, darom chleba i wina. O. Walter Ciszek stwierdza: „Życie w obozach pracy było Kalwarią dla tych ludzi na wiele sposobów każdego dnia; nie było niczego, czego bym nie uczynił, by złożyć Ofiarę Kalwaryjską ponownie dla nich w codziennej mszy św.” (Ciszek, Flaherty, 1990a, s. 145). I tu w tej ściśle kapłańskiej posłudze o. Ciszek, jak widzieliśmy wcześniej, wykazywał się niezwykłą pracowitością i kompetencją.




2.5. Tożsamość i wierność




Jednym z najważniejszych zadań człowieka w ciągu życia jest odkrycie własnej tożsamości i jej realizacja. Wskaźnikiem odkrytej i realizowanej tożsamości jest wierność, czyli zdolność „dotrzymywania swobodnie przyjętych przez siebie zobowiązań, wbrew nieuniknionym sprzecznościom systemów wartości”12 (cyt. za: Hall, Lindzey, 1990, s. 97). O. Walter Ciszek w Związku Sowieckim doświadczał różnych prób, związanych z tożsamością kapłana. Jedną z nich było zetknięcie z antyklerykalizmem. Szczególnie bolesny był antyklerykalizm współwięźniów. Okazało się, „że wielu mych towarzyszy więźniów uważa kapłanów za pasożytów w społeczeństwie, mających łatwe życie opłacane groszami biednych starych kobiet, albo za ludzi niemoralnych, oddanych pijaństwu, rozpuście lub perwersji. Wyżej wykształceni więźniowie lub niżsi urzędnicy mieli wpojony zniekształcony obraz Kościoła zaczerpnięty z książek komunistycznych, w których polityczne, społeczne i ludzkie aspekty Kościoła były opisane w sposób błędny, pełny uproszczeń, nadużyć i niesprawiedliwości. Dla nich ksiądz był w najlepszym razie człowiekiem niewłaściwym i niepotrzebnym w społeczeństwie socjalistycznym; w najgorszym zaś razie był oszukany przez Kościół, będący świadomym narzędziem kapitalizmu” (Ciszek, Flaherty, 1990a, s. 43). Najgorszym był fakt, że takie postawy reprezentowali więźniowie polityczni, pokrzywdzeni przez komunizm. Dla o. Ciszka, pamiętającego miłość do kapłana widoczną w Polsce i Ameryce był to wstrząs, doprowadzający go prawie do płaczu (tamże, s. 43-44). Nic dziwnego więc, że o. Ciszek przeżył doświadczenie kryzysu wierności kapłaństwu, doświadczenie pokusy porzucenia kapłaństwa. Jak sam pisze: „Jest to pokusa, by powiedzieć: "To życie nie jest takie, jakiego się spodziewałem. Nie jest tym, na co byłem przygotowany. Nie jest także tym, czego pragnąłem. Gdybym był wiedział, że będzie takie, nigdy bym go nie wybrał. Nigdy bym nie złożył tej obietnicy. Musisz przebaczyć mi, Boże, ale chcę odejść. Nie możesz wymagać ode mnie wierności obietnicy uczynionej w nieświadomości; nie możesz oczekiwać, że dotrzymam umowy opartej na wierze bez uprzedniej znajomości prawdziwych faktów życia. To nie jest uczciwe. Nigdy nie myślałem, że to będzie takie. Po prostu nie mogę tego znieść i nie zniosę dłużej. Nie chcę służyć". Jest to pokusa, która nachodzi każdego, mężczyznę i kobietę, niekiedy codziennie” (Ciszek, Flaherty, 1990a, s. 34). O. Ciszek siłę do przeciwstawienia się tej pokusie i wierności kapłaństwu odnajdywał w miłości innych ludzi, chrześcijan. „Więźniowie chrześcijanie zwykle okazywali kapłanom w obozie wielki szacunek. Starali się spędzać większość swego wolnego czasu w ich towarzystwie. Nawet ci, którzy nie praktykowali czynnie swej wiary, często woleli spędzać czas w grupie otaczającej kapłana. Bronili kapłanów, podtrzymywali ich i zachęcali, jak tylko mogli. Czuli się w pewien sposób zobowiązani do tego. Od czasu do czasu oddawali im nawet część swej skąpej racji chleba, by mogli go mieć trochę więcej. Chcieli zrobić tę ofiarę dla nich, jak mówili, aby wyrazić swą wiarę w Boga i wdzięczność mu za przysłanie im do obozu kapłana. Z pewnością owe „stokroć więcej” przyobiecane przez Chrystusa tym, którzy opuszczą ojca, matkę, rodzinę i kraj dla Niego, było tu wyrażone nie w sposób rzucający się w oczy, lecz w zwykłych i prostych czynach tych wspaniałomyślnych wierzących, przez ich drobne, stałe ofiary. Bowiem to, co poświęcali, oznaczało część tego wszystkiego, co stanowiło dla nich środek utrzymania się przy życiu, choć na pozór wydawało się czymś bardzo małym”(Ciszek, Flaherty, 1990a, s. 144). Już tu, w postawie więźniów chrześcijan wobec kapłana, ujawnia się szczególna rola Eucharystii w zachowaniu wierności miłości Chrystusa. To właśnie miłość do Eucharystii motywowała tych ludzi do okazania miłości księdzu. O. Ciszek odkrywał tu znowu miłość Chrystusa do siebie. Eucharystia dawała mu siłę do heroicznej wierności kapłaństwu. W Niej było źródło wszystkiego i w Niej wszystko odnajdywało swój sens. Do Niej też wszystko ostatecznie prowadziło. „Pomimo wszystkich trudności i cierpień, jakie tam znosiłem, obozy pracy na Syberii dawały mi jedną pociechę: mogłem znowu działać jako kapłan. Mogłem znowu odprawiać mszę św., chociaż potajemnie, słuchać spowiedzi, chrzcić, pocieszać chorych, posługiwać umierającym. Mogłem mówić innym o Bogu i pouczać ich o wierze, umacniać tych, których wiara była słaba, pomagać i oświecać tych, którzy byli wierzącymi tylko z imienia, ale chcieli być nimi prawdziwie, którzy mogli powiedzieć jak ów człowiek z Ewangelii: Panie, wierzę, ale wspomóż niedowiarstwo moje” (Ciszek, Flaherty, 1990a, s. 115).




2.6. Bliskość i miłość




Sensem ludzkiego życia jest ofiarowanie siebie w miłości, którą Erikson rozumie jako wzajemne oddanie, łagodzące antagonizmy, towarzyszące wspólnemu działaniu (zob. Hall, Lindzey, 1990, s. 98). Miłość w postawie o. Ciszka uwidoczniła się już w poprzednich naszych rozważaniach, podobnie jak jej źródło obecne w Eucharystii w różnych jej aspektach (Ofiara Chrystusa, Komunia św., współofiarowanie, Obecność). Wobec tego w tym punkcie wskażemy tylko na funkcję tworzenia Kościoła, jaką wypełnia Eucharystia poprzez posługę kapłana. Tu ujawniła się tak miłość o. Ciszka do ludzi jak i ich miłość do Chrystusa i kapłana.

Szczególnie widoczne było to w Norylsku, gdzie o. Ciszek zaczął organizować swoją parafię, za co spotkało go zresztą nękanie ze strony KGB. KGB chciało koniecznie przyłapać o. Ciszka na pobieraniu opłat za usługi religijne (Ciszek, Flaherty, 1990b, s. 332-334)13. W Norylsku o. Ciszek oprawiał początkowo Msze dla Polaków i dla Litwinów (tamże, s. 334-336). O. Ciszek tak opisuje swoją działalność: „W niedzielę odprawiałem mszę w małej kaplicy o 8.00 w obrządku wschodnim, a o 10.00 w obrządku łacińskim. Przed każdą mszą odbywała się spowiedź, a po mszy chrzty i śluby. Kiedy tylko mogłem, starałem się odprawiać mszę w niedzielę w starym obozie nr 5 albo dla Ukraińców w starym obozie znajdującym się za „Kombinatem”. W niedziele byłem zajęty przez cały dzień po mszach – poświęcając mieszkania, chrzcząc niemowlęta, które były za małe, by je przynieść do kaplicy, udzielając ślubów, roznosząc komunię chorym itd. W dni powszednie odprawiałem mszę co rano o 6.00, potem, jeżeli na to pozwalała moja zmiana w BOF, śpiewałem panichidę lub molebin (małe oficjum do Matki Bożej, bardzo popularne) prawie co wieczór” (Ciszek, Flaherty, 1990b, s. 339).

Szczególnie wiele pracy miał o. Ciszek w okresie świąt Bożego Narodzenia i Wielkanocy. Szczególnie ważne dla ludzi było święcenie pokarmów, które odbywało się w wielu punktach miasta. „Jest to wspaniała tradycja w Rosji i krajach słowiańskich. W Wielką Sobotę i Niedzielę Wielkanocną ludzie przynoszą do kościoła koszyki z jedzeniem do poświęcenia, a modlitwy przy święceniu w liturgii wschodniej są bardzo piękne. Koszyki są pełne kolorowych pisanek, masła, słoniny (podobnej do boczku), różnych rodzajów nadziewanego ciasta, słodyczy i placków. Ale przede wszystkim musi tam być pascha, specjalnie pieczone ciasto, z dużą liczbą jaj, pokryte lukrem i ubrane krzyżykami i barankami paschalnymi z cukru. Jest to główna potrawa, jaką spożywa rodzina po nabożeństwie wielkanocnym. Koszyk jest nieodłączną częścią tradycji, bo aby należycie obchodzić Święta, ludzie poszczą bardzo surowo przez cały Wielki Tydzień, nie jedząc wcale mięsa” (Ciszek, Flaherty, 1990b, s. 345-346).

Podobnie działał o. Ciszek w Krasnojarsku, co opisuje następująco: „W końcu 2. miesiąca mego pobytu w Krasnojarsku miałem już kwitnące „parafie misyjne” na prawym brzegu Jeniseju, na przedmieściach i na peryferiach miasta. Za dworcem Jenisej znajdował się barak z kolonią niemiecką, gdzie odprawiałem msze. Przychodziło ponad 800 osób, ponadto były chrzty i śluby przed lub po mszy, czasem ciągnące się godzinami. Obsługiwałem także inną grupę niemiecką w oddalonym kołchozie. Ponieważ miałem swoją regularną „parafię” oraz „parafie misyjne” na prawym brzegu rzeki, trzeba było tam w soboty sprawować posługi religijne” (Ciszek, Flaherty, 1990b, s. 366). Warto w tym miejscu zwrócić uwagę, że miłość do Eucharystii jest źródłem miłości do każdego człowieka. Dlatego o. Ciszek swoją troską obejmował ludzi różnych narodowości (Polaków, Rosjan, Litwinów, Łotyszy, Niemców), a także niewierzących, czy nawet prześladowców z KGB i więźniów kryminalistów.




2.7. Twórczość i opiekuńczość




Życie o. Ciszka było w pełni twórcze, czego wyrazem są ukazane powyżej formy jego kapłańskiej miłości do Boga i ludzi. Wykazał się on więc wskazywaną przez Eriksona opiekuńczością, czyli „rozszerzającą się troską o to, co stworzyła miłość, konieczność lub przypadek” (cyt. za: Hall, Lindzey, 1990, s. 99). Ta troska była widoczna szczególnie w miłości do ludzkiego życia. O. Ciszek był bowiem naocznym świadkiem pogardy dla ludzkiego życia w ateistycznym „raju”. Widział on z jakim okrucieństwem realizowano leninowską zasadę, że kto nie pracuje niech też nie je (Ciszek, Flaherty, 1990a, s. 106). W jej imię poświęcano słabszych, zwłaszcza dzieci nienarodzone. O. Ciszek dostrzegł dramat aborcji w Związku Sowieckim, zalegalizowanej według oficjalnej propagandy, aby zapobiec „prywatnym nadużyciom”. Co prawda starano się w ośrodkach zdrowia i szpitala odwieść kobiety od zabicia dziecka, jednakże wobec legalizacji aborcji, było to nieskuteczne. Jak wspomina o. Ciszek, w stosunkowo małym mieście, Abakanie, dokonywano 56 aborcji dziennie (Ciszek, Flaherty, 1990a, s. 213). O. Ciszek widział cały dramat aborcji, dlatego pytał: „Jeżeli życie w samym jego zarodku może być traktowane tak lekko, ludzie powiedzą: kto zatrzyma szerzenie się takiej mentalności? Społeczeństwo? Z trudem. Społeczeństwo nie może nawet uporać się skutecznie ze swym obecnym problemem zbrodni i innych nieporządków socjalnych. A kiedy społeczeństwo w rzeczywistości popiera zło, gdzie się to skończy? Czy człowiek sam może rozwiązać problemy ludzkości? Trzeba spojrzeć na historię i na głębie, w które zapadały się kraje cywilizowane po wiele razy” (tamże). O. Ciszek zwrócił też uwagę na cierpienia moralne kobiet, które dokonały aborcji: „W wiele lat później kobiety przyznawały się, że nie mogą pozbyć się poczucia winy z tego powodu. A nie były to osoby wierzące, lecz kobiety i dziewczęta, które otrzymały pełne wykształcenie ateistyczne w sowieckich szkołach”(tamże).

Pogarda dla życia była szczególnie widoczna w obozach, gdzie słabszemu więźniowi dawano mniejszą porcję żywności, przez co słabł on coraz bardziej aż w końcu umierał (Ciszek, Flaherty, 1990a, s. 106-107). Niezdolnych do pracy ludzi traktowano jak obciążenie. „Były nas miliony i w istocie nie robiło to różnicy dla tych, którzy rządzili obozami, kto przeżył, a kto zmarł; nie mogli się kłopotać żywieniem nieproduktywnych ludzi”(Ciszek, Flaherty, 1990a, s. 107). Sowiecki ustrój starał się za wszelką cenę usunąć ze świadomości ludzi istnienie śmierci (Ciszek, Flaherty, 1990a, s. 157-167). Dramatycznie uwidacznia to opis pogrzebu w „wolnej” części sowieckiego społeczeństwa, przytoczony przez o. Ciszka: „Pogrzeby zwykle odbywają się po pracy, aby umożliwić pracownikom uczestnictwo w nich; nie można przerwać pracy z powodu czyjegoś pogrzebu. Zwykła trumna składa się z kilku desek w formie koryta, pokryta cała materią ufarbowaną na czerwono. I to wszystko. Koszt takiej trumny wynosi około 5. rubli. Wóz używany do przewozu zwłok na cmentarz jest wynajmowany nieodpłatnie przez zakład, gdzie zmarły pracował, i jest dostępny tylko po godzinach pracy – aby plan pięcioletni fabryki nie został zakłócony użyciem samochodu do jakiegoś innego celu, na przykład takiego jak pogrzeb. To, że ciężarówka przez cały dzień woziła gruz, ludzi, cement i inne materiały, nie przeszkadzało kierowcy ani ludziom, którzy używali jej po godzinach pracy jako karawanu. Kilka zamachnięć miotłą wystarczało, by usunąć brud z platformy; ściany boczne opuszczano i ciężarówka była gotowa do pogrzebu. Nie było żadnej pompy w orszaku żałobnym. Mała grupa najbliższej rodziny i kilku przyjaciół szła za jadącą ciężarówką w milczeniu i głębokim żalu. Na trasę pogrzebu wyznaczano boczne ulice tak, by przechodnie nie byli niepotrzebnie zainteresowani żałobnym pochodem. Im mniej ludzi widzi takie smutne sceny, mówili urzędnicy, tym lepiej. Bowiem komunizm podkreśla radości życia, postęp ludzkości, a nie smutek i rozpacz” (Ciszek, Flaherty, 1990a, s. 162).

Eucharystia dawała o. Ciszkowi siłę do walki o szacunek dla ludzkiego życia, do troski o nie, do okazywania miłości ludziom potrzebującym. W Niej odnajdywał sens tej troski, mimo, że nieraz po ludzku wydawała się ona bezsensowna, czy bezowocna. To dzięki tajemnicy obecności Chrystusa poprzez dar Eucharystii, sprawowany na tej ziemi o. Ciszek odkrywał, że żadne życie ludzkie, żadne ludzkie cierpienie nie jest stracone w oczach Boga. Bo każdy z nas został stworzony, by chwalić, czcić Go i służyć Mu, a przez to zbawić swoją duszę i pomóc w zbawieniu innych. Każdy czyn, choćby najmniej znaczący, jeżeli jest wykonany i przyjęty z ręki Boga i zgodnie z Jego wolą, jest zbawczy i ma udział w dziele zbawienia rozpoczętym przez mękę (Ciszek, Flaherty, 1990a, s. 132). Urzeczywistnia się to przez dar Eucharystii. Ona też nieustannie mobilizuje do Bożej opiekuńczości, troski o dobro, zwłaszcza to szczególnie święte, ludzkie życie.




2.8. Integralność i mądrość




Według Eriksona zwieńczeniem właściwego tworzenia osobowości i jej rozwoju jest poczucie integralności, pewnej pełni. Jej rezultatem jest cnota mądrości, rozumianej przez Eriksona jako pewien rodzaj „pozbawionego subiektywnych emocji zainteresowania życiem samym w sobie w obliczu samej śmierci” (2002, s. 75). Jej przeciwieństwem jest rozpacz, uwidaczniająca się jako pogarda (tamże). Człowiek, który osiąga mądrość, odkrywa świętość życia i jego wartość oraz sensowność, mimo, że ma przed sobą, w kategoriach doczesności, już tylko śmierć. Taki człowiek jako pierwszorzędną wartość odkrywa sam fakt cudu zaistnienia konkretnego życia drugorzędną wartość mają jego różne określenia i przymiotniki. Życie ma świętą wartość nawet w obliczu samej śmierci. Tu uwidacznia się pewna antropologiczna otwartość człowieka na przyjęcie Bożej miłości, miłości, która przezwycięża śmierć. Dlatego Erikson stwierdza, że pojawia się tu wiara. „Jeśli zatem cykl życia zwraca się pod koniec ku swym początkom, nawet w dojrzałej nadziei, a także w różnorodnych formach wiary („jeśli nie staniecie się jako dzieci” – mówi Biblia), pozostaje coś, co utwierdza nas w przekonaniu, że stan nadziei i oczekiwania to najbardziej dziecięca ze wszystkich ludzkich jakości” (2002, s. 77). Można zatem stwierdzić, że, antropologicznie patrząc, najwyższym przejawem mądrości jest pragnienie miłości większej niż śmierć, miłości Boga. Do takiej mądrości dochodził o. Walter Ciszek, stopniowo przezwyciężając naturalny dla człowieka, zwłaszcza tak jak on niemal codziennie narażonego na śmierć, lęk przed śmiercią (Ciszek, Flaherty, 1990a, s. 157-167)14. O. Ciszek pisze, że dzięki Bożej łasce i „dobrej nowinie” o zmartwychwstaniu Chrystusa, był wolny od sparaliżowania lękiem przed śmiercią (Ciszek, Flaherty, 1990a, s. 159). „Czego się należy obawiać w śmierci? Nie znaczy ona nic więcej, jak koniec naszego próbnego pobytu na ziemi, jest to powrót do domu, do Boga i Ojca, który nas stworzył. Nie jest to koniec życia, dowodzi tego ponad wszelką wątpliwość fakt zmartwychwstania” (Ciszek, Flaherty, 1990a, s. 166). Potwierdzeniem tej prawdy i uobecnieniem była dla o. Ciszka Eucharystia, w której Chrystus, mimo że ofiarowany, to jednak żywy przychodził do ludzi. W Eucharystii Królestwo Boże, królestwo zwycięstwa nad śmiercią jest już obecne pośród nas, jest zapowiedzią ostatecznej wolności od śmierci w niebie (Ciszek, Flaherty, 1990a, s. 177-187). W posłudze temu Królestwu poprzez sprawowanie Eucharystii i Jej udostępnianie wiernym widział o. Ciszek najgłębszy sens swojego życia. „Dla takich właśnie ludzi zostałem wybrany i byłem uprzywilejowany przynosząc im chleb życia. Jeżeli nie będziecie spożywali mego Ciała i pili mojej Krwi – powiedział Chrystus do swych uczniów – nie będziecie mieli żywota w sobie. Kto pożywa Ciało moje i pije moją Krew, będzie miał żywot wieczny i będzie go miał w obfitości. Ci ludzie ze swą prostą i bezpośrednią wiarą uchwycili tę prawdę i uwierzyli w nią. Nie umieli jej wytłumaczyć tak jak teologowie, ale przyjmowali ją, żyli nią i byli chętni czynić dobrowolne ofiary nawet w tym życiu pozbawionym wszystkiego, aby otrzymać ów chleb życia” (Ciszek, Flaherty, 1990a, s. 145).




Zakończenie




Celem niniejszego artykułu było wskazanie osobowościowotwórczej roli Eucharystii na przykładzie życia i działalności o. Waltera Ciszka SJ. W kontekście teorii osobowości Erika H. Eriksona widać wyraźnie niezastąpioną rolę Eucharystii, w różnych wskazanych przez Kościół, jej aspektach, w ukierunkowaniu osobowości i jej spełnieniu. Uwidoczniła się zarazem wartość samej koncepcji osobowości Eriksona. Jest ona otwarta na chrześcijańską interpretację człowieka i jego relacji do Boga. W jej świetle uzyskują też swoją wartość inne ujęcia osobowości człowieka, transgresyjne, noetyczne czy egzystencjalne. Ponadto w jej świetle widać wartość relacyjnego ujmowania osobowości człowieka oraz znaczenie prawdziwych wartości w spełnianiu się człowieka.

Życie o. Waltera Ciszka SJ, tak bardzo skoncentrowane na Eucharystii, wskazuje natomiast wyraźnie, że człowiek, jego egzystencja, jego osobowość znajduje swoje ostateczne spełnienie w Jezusie Chrystusie, obecnym w Eucharystii. Dlatego w tworzeniu osobowości nie wystarczy psychologia i doczesne tylko punkty odniesienia. Potrzebna jest egzystencjalna więź z Chrystusem, możliwa dzięki Eucharystii – Chlebowi życia wiecznego. Potrzebna jest więc chrystoformizacja człowieka (Nowak 2005, s. 110-112), z nieodłączną w niej tajemnicą życia człowieka tajemnicą Eucharystii (tamże, s. 126-132). Postulat życia miłością Chrystusa, który w Eucharystii daje się jako Pokarm dający życie wieczne staje się szczególnie naglące zwłaszcza dzisiaj, gdy narastające zjawisko jadłowstrętu psychicznego (anoreksji), interpretowane jest jako objaw kryzysu wartości (materializmu), dominującego we współczesnym, zlaicyzowanym świecie. Osoby bowiem z „anoreksją są żywym symbolem tego chaosu wartości. Chociaż jeszcze do niedawna krytykowano okres średniowiecza, podkreślając jego „ciemnotę”, jednak wydaje się, że ówczesny post czy ascezę trudno porównywać ze współczesnymi, tyleż magicznymi, co i bezsensownymi wysiłkami osób z anoreksją” (Starzomska, 2006, s. 561). Tym bardziej człowiek potrzebuje więc tego Chleba, który daje życie wieczne – Eucharystii.




Bibliografia:



Benedykt XVI (2007). Adhortacja apostolska Sacramentum caritatis. Radom: Polwen.

Ciszek W. J., Flaherty D. L. (1990a). On mnie prowadzi. Tłum. M. Wierzbicka. Warszawa: Oficyna Przeglądu Powszechnego.

Ciszek W. J., Flaherty D. L. (1990b). Z Bogiem w Rosjii. Tłum. M. Wierzbicka. Warszawa: Oficyna Przeglądu Powszechnego.

Erikson E. H. (2002). Dopełniony cykl życia. Tłum. A. Gomola. Poznań: Rebis.

Erikson E. H. (1997). Dzieciństwo i społeczeństwo. Tłum. P. Hejmej. Poznań: Rebis.

Erikson E. H. (2004). Tożsamość a cykl życia. Tłum. M. Żywicki. Poznań: Zysk i S-ka.

Hall C. S., Lindzey G. (1990). Teorie osobowości. Tłum. J. Kowalczewska, J. Radzicki. Warszawa: PWN.

Ingarden R. (1994). O badaniach filozoficznych Edith Stein, odczyt wygłoszony 6 IV 1968 r. na zaproszenie ks. Kardynała Karola Wojtyły. W: E. Stein. Spór o prawdę istnienia – listy Edith Stein do Romana Ingardena. Kraków-Warszawa: Wydawnictwo „m”, Oddział Warszawski Towarzystwa im. Edyty Stein, 286-310.

Jan Paweł II (2003). Encyklika Ecclesia de Eucharistia. Kraków: Wydawnictwo “m”, KAI.

Nicholi A. M. (2004). Pytania o Boga. C. S.Lewis i Sigmund Freud wiodą spór na temat Boga, miłości, seksu oraz sensu życia. Tłum. P. Szymczak. Poznań: Media Rodzina.

Nowak A. J. (2005). Psychologia eklezjalna. Lublin: Wydawnictwo KUL.

Starzomska M. (2006). Religijność i anoreksja – rola poradnictwa. W: S. Głaz (red.). Podstawowe zagadnienia psychologii religii. Kraków: WAM, 546-561.

USA: ku beatyfikacji Waltera Ciszka SJ, informacja Radia Watykańskiego z 21 III 2006, wydanie internetowe: http://www.oecumene.radiovaticana.org/POL/Articolo.asp?c=71475 .

.



1 W artykule za osobę świętą uznaję też o. Waltera Ciszka SJ, chociaż nie został on jeszcze ani beatyfikowany ani kanonizowany. Jego proces beatyfikacyjny toczy się obecnie w Watykanie.

2 Zwracam uwagę na doniosłość rozróżnienia między „realizacją siebie” i obecnym często w psychologii, grożącym popadnięciem w kult „ja”, pojęciem „samorealizacji”.

3 O. Ciszek został wyświęcony dla obrządku wschodniego, mógł jednak w razie potrzeby odprawiać Mszę świętą także w obrządku łacińskim.

4 Albertyn był miejscowością oddaloną o 4, 5 kilometra od miasta Słonim nad rzeką Szczara, leżącego na linii kolejowej Warszawa – Moskwa.

5 Wynikało z nich, że nazywa się Włodzimierz Marcinowicz Lipiński i jest wojennym uciekinierem, który stracił żonę i dzieci w czasie hitlerowskich bombardowań; (Ciszek, Flaherty, 1990b, s. 42, 49, 89).

6 Później o. Ciszek został kierowcą ciężarówki (Ciszek, Flaherty, 1990b, s. 55).

7 W. J. Ciszek, D. L. Flaherty, Z Bogiem w Rosji, dz. cyt., s. 182.

8 USA: ku beatyfikacji Waltera Ciszka SJ, informacja Radia Watykańskiego z 21 III 2006, wydanie internetowe: http://www.oecumene.radiovaticana.org/POL/Articolo.asp?c=71475 .

9 Tamże.

10 O. Ciszek przypomniał sobie tę sytuację doświadczenia miłości ojca w Norylsku, kiedy był poruszony okrucieństwem władz obozu, które stłumiły bunt w obozie, zabijając wielu ludzi (Ciszek, Flaherty, 1990b, s. 292-293).

11 W tym miejscu warto wskazać, że fakt powszechności wierzeń religijnych, wskazujący na istnienie w człowieku potrzeby religijnej, został wykorzystany przez C. S. Lewisa w jego „korespondencyjnej dyskusji z Z. Freudem jako antropologiczny argument na istnienie Boga (zob. Nicholi, 2004). Lewis zwraca uwagę, że skoro w człowieku jest potrzeba Boga, to znaczy, że On istnieje. Nicholi stwierdza, że Lewis zauważył, że pragnienie, aby coś istniało, nie tylko nie wyklucza istnienia danej rzeczy, ale wręcz może być dowodem przemawiającym za jej istnieniem (tamże, s. 47). Sam zaś Lewis pisze, że żadna istota nie rodzi się z takim pragnieniem, dla którego nie istniałoby jakieś zaspokojenie. Dziecko odczuwa głód – istnieje pożywienie. Kaczątko chce pływać – istnieje woda. Ludzie odczuwają pożądanie seksualne – istnieje seks (cyt. za: Nicholi, 2004, s. 47). Zwróćmy uwagę, że Lewis wnioskuje indukcyjnie. Skoro Freud uznaje istnienie potrzeby religijnej, to będąc wiernym wnioskowaniu indukcyjnemu powinien przyjąć istnienie Boga. Musiał bowiem stwierdzić w swoich badaniach empirycznych, że każda ludzka potrzeba odnajduje w świecie, jak wskazał Lewis, swój przedmiot. A zatem, wnioskując indukcyjnie, skoro istnieje potrzeba religijna, istnieje jej „przedmiot” – Bóg. Można wskazać dalej, że nie obala tego argumentu ani fakt istnienia ateizmu, ani różne fałszywe kulty, podobnie jak faktu istnienia zdrowej żywności nie obala to, że człowiek nieraz spożywa truciznę, czy odmawia jedzenia (anoreksja). Podobnie w przypadku potrzeby seksualnej różne dewiacje czy zaburzenia nie obalają prawdy o tym, że człowiek może odnaleźć właściwe moralnie relacje seksualne (małżeństwo). Tak samo zaprzeczenie istnieniu Boga (ateizm) czy fałszywe kulty np. stworzeń, nie mogą być argumentem przeciw istnieniu prawdziwego Boga. A potrzeba religijna, wpisana w ludzką naturę, uznana nawet przez Freuda, wskazuje na Jego istnienie, podobnie jak inne potrzeby wskazują na to, że są w świecie przedmioty je zaspokajające. W cytowanej tu książce Armando M. Nicholiego, amerykańskiego psychiatry, wart zwrócenia uwagi jest jej główny wątek – wskazanie na różnice osobowościowe między człowiekiem wierzącym i ateistą.

.

12 O. Ciszek wskazuje wyraźnie, że w chrześcijaństwie nie ma sprzeczności. Rozwiązaniem wszelkich tutaj bowiem niejasności jest nawrócenie, czyli postawa wiary w Bożą miłość i zaufanie do nieustannej Bożej Opatrzności względem nas oraz pragnienie wypełniania Bożej woli. O. Ciszek wspomina, że pewnego razu znajdował się w kryzysie powołania, przeżywał nawet bunt wobec Boga. Jednakże wewnętrzne nawrócenie, owoc Bożej łaski, pozwoliło mu odkryć, że „nasz dylemat, nasza pokusa, były naszym własnym wytworem i istniały tylko w naszych umysłach; nie mogły kolidować z prawdziwym światem rządzonym przez Boga i kierowanym jedynie Jego wolą” (Ciszek, Flaherty, 1990a, s. 35).

13 Ludzie wiedząc, że ksiądz nie może przyjmować pieniędzy, troszczyli się o utrzymanie księdza kupując mu potrzebne rzeczy, dawali też księdzu produkty żywnościowe (Ciszek, Flaherty, 1990b, s. 321, 363.

14 Warto zwrócić uwagę, że również Erik H. Erikson wskazywał na dominujący lęk przed śmiercią jako przyczynę dezintegracji ego. Stwierdził on, że „brak lub utrata narastającej integracji ego jest wynikiem rozpaczy i często nieświadomego strachu przed śmiercią – jedyny i wyłączny cykl życia nie jest akceptowany jako koniec życia” (2004, s. 94).